Po sesji 18 marca na rachunkach inwestorów zapisane były tylko 142 futures na Elektrim. Od tamtej pory liczba otwartych pozycji regularnie rośnie - rekordowe 1133 kontrakty osiągnęła po sesji 5 czerwca. Praktycznie wszystkie pozycje przypadają na wygasającą za osiem sesji serię czerwcową.
Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że znaczna część tych pozycji należy do arbitrażystów. Jest to o tyle realne, że arbitraż, który można obecnie wykonywać, polega na kupnie akcji i sprzedaży kontraktów, co jest łatwiejsze do wykonania i mniej kosztowne niż krótka sprzedaż akcji i kupno kontraktów.
- Zainteresowanie transakcjami arbitrażowymi nie tylko pomiędzy kontraktami i akcjami Elektrimu wykazują przede wszystkim doświadczeni - powiedział Paweł Wojtaszek, trader derywatów w Erste. Także dwóch z trzech animatorów tego rynku potwierdza zaangażowanie w transakcje arbitrażowe. - Momentami posiadane przez nas pozycje stanowią kilkanaście procent ogólnej liczby otwartych pozycji na kontraktach Elektrimu - przyznaje Wojciech Wrzoł z Beskidzkiego Domu Maklerskiego (BDM). W przypadku animatorów arbitraż jest o tyle korzystniejszy, że są oni w uprzywilejowanej pozycji jeżeli chodzi o prowizję za przeprowadzoną transakcję, która od kontraktu wynosi zaledwie 0,5 zł, a w przypadku akcji 0,009% jej wartości.
Częste pojawianie się okazji do arbitrażu w przypadku Elektrimu jest łatwe do wyjaśnienia. Minimalny krok notowań wszystkich kontraktów akcyjnych wynosi 0,1 zł (od 24 czerwca GPW jednak zmniejszy minimalny tick dla wszystkich kontraktów akcyjnych o połowę - do 5 groszy), co przy obecnym kursie spółki (około 4 zł) daje zmianę o 2,5%. Natomiast kurs akcji notowanych poniżej 5 zł może się zmieniać o 1 grosz. Bardzo często więc zdarza się, że oferta kupna lub sprzedaży kontraktów na Elektrim jest oddalona od kursu akcji Elektrimu o 2,5 lub więcej procent, co przy zaledwie 10 dniach do wygaśnięcia jest dobrą okazją do zarobku.
Taka sytuacja miała też miejsce na wczorajszej sesji. O godzinie 12.20 kupno kontraktów wystawione było z ceną 4 zł, a sprzedaż z 4,1 zł. Każdy, kto nie chciał czekać w kolejce po stronie kupna (4 zł), mógł od ręki kupić futures po 4,1 zł. To jednak oznaczało, że zrobił to dokładnie po cenie o 2,5% wyższej niż kurs akcji Elektrimu na rynku kasowym. Inwestor, który sprzedał kontrakt po 4,1 zł, mógł zaraz po tym kupić 300 akcji spółki (na tyle opiewa kontrakt) po 4 zł. Nie będzie on przy tym narażony na zmiany kursowe - strata wynikająca ze spadku cen akcji będzie rekompensowana przez zyski z krótkiej pozycji, a w przypadku wzrostów cen, straty z krótkiej pozycji będą pokrywane zyskami z posiadanych akcji. 21 czerwca (trzeci piątek miesiąca) interesująca nas seria wygaśnie, a jej cena rozliczeniowa powinna się zrównać z ceną akcji. W takim wypadku zysk na jednej transakcji arbitrażowej (jeden kontrakt = 300 akcji) wyniósłby 30 zł (nie uwzględniając prowizji). Fakt, że kurs rozliczeniowy musi być ustalony zgodnie z minimalnym krokiem notowań, a więc zostanie zaokrąglony do jednego miejsca po przecinku, oraz sam jego sposób ustalania (średnia ze wszystkich transakcji na rynku kasowym w dniu wygaśnięcia ważona obrotami) nie gwarantuje jednak zrównania się kursu rozliczeniowego z ceną zamknięcia akcji Elektrimu. W takim wypadku inwestorzy będą się starali wykorzystać każdą sytuację do zamknięcia posiadanych pozycji wcześniej, co będzie miało miejsce, gdy kurs kontraktów zrówna się lub spadnie poniżej ceny akcji Elektrimu.