Zagraniczne firmy, których akcje są już notowane na innym parkiecie, a chcą zadebiutować na GPW, muszą pokonać pewne bariery. Nie mogą np. skorzystać ze sporządzonego już prospektu emisyjnego, gdyż - zgodnie z polskimi przepisami - dopuszczenie do obrotu akcji jest możliwe tylko wtedy, gdy jego prospekt emisyjny jest sporządzony zgodnie z polskimi regulacjami. Utrudnienie to nie zostanie prawdopodobnie zlikwidowane wcześniej niż z chwilą przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, kiedy będą obowiązywały unijne standardy dotyczące prospektów. Dla części zagranicznych firm, które starają się o wprowadzenie swoich papierów do obrotu giełdowego w Polsce, obowiązek sporządzania tego dokumentu czy sprawozdań finansowych w polskich standardach nie będzie istotnym problemem, ponieważ spora część z nich prowadzi działalność głównie albo wyłącznie w Polsce. Przepis ten może jednak odstraszać potencjalnych inwestorów, którzy nie są blisko związani z naszym rynkiem.
Liczy się wiarygodność
dokumentów
Emitenci i inwestorzy mogą mieć problemy w związku z przesyłaniem dokumentów między krajami, w których są zdeponowane papiery wartościowe. Firmy będą musiały najprawdopodobniej poświadczać ich prawdziwość poprzez polskie konsulaty. Taka operacja może potrwać nawet 2 dni.
- Czas dla inwestora, który chce mieć płynne aktywa, jest bardzo cenny. Stąd konieczność upraszczania wszelkich czynności, które mogą opóźnić czas pomiędzy przydziałem akcji a debiutem - powiedział PARKIETOWI Piotr Kamiński, wiceprezes GPW. W tym przypadku w grę może wchodzić np. potwierdzenie dokumentów przez znaną w Polsce, międzynarodową kancelarię prawną, która uwiarygodniałaby składane dokumenty.