Pracownice wydziału sądowego, do którego wpłynęły pozwy, nie były w stanie od razu dokładnie policzyć, ile ich było. Według nich, tak dużo pozwów jednocześnie wpłynęło do nich tylko wtedy, gdy o swoje podwyżki sądziły się w ubiegłym roku pielęgniarki.

Z liczby pracowników, którzy stali w kolejce do biura podawczego, wynika, że pozwów było ponad pół tysiąca. Pierwszych siedemdziesiąt osób złożyło je jeszcze we wtorek. Wielu składających pozwy nie było jednak przekonanych, czy pieniądze uda się odzyskać. Przeważnie mówili, że zrobili to za późno, a ewentualne odzyskanie pieniędzy i tak możliwe jest dopiero za kilka miesięcy.

- Nie wiem, jak dalej żyć. Gdyby się wyjaśniło, gdybyśmy wiedzieli, że nie ma już pracy, nie ma nadziei na pracę, człowiek by sobie jakoś życie układał, szukał pracy, środków do życia. W tej chwili jesteśmy w próżni: ani pieniążków, ani pracy - powiedział Tadeusz Wierciński, który w Bison-Bial pracuje od 1986 roku.