Wczorajsza sesja okazała się niezbyt przyjemna dla właścicieli długich pozycji. Przez większą jej część nic nie wskazywało na tak niemiłą końcówkę. Impuls przyszedł zza oceanu.

O 14.30 podany został cały pakiet danych opisujących stan amerykańskiej gospodarki. Między innymi znalazła się tam dynamika zmian wielkości sprzedaży detalicznej. Po wzroście w kwietniu o ponad 1% nie spodziewano się fajerwerków - prognozowano spadek o 0,2%. Okazało się, że wartość sprzedaży spadała o 0,9%, co zbiło z tropu amerykańskich inwestorów. Tamtejsze kontrakty momentalnie zanurkowały. Trzeba bowiem wiedzieć, że wielkość sprzedaży detalicznej jest takim papierkiem lakmusowym koniunktury Stanów Zjednoczonych. Dwie trzecie wzrostu gospodarczego zależy właśnie od niej. Te dane, a w konsekwencji spadek na giełdach światowych, popchnęły nasz rynek w dół, wybijając go z nużącego marazmu. Spadek był umiarkowany i wydawało się, że najgorsze za nami.

Po 15:00 agencje podały informacje dotyczące zaangażowania kredytowego giełdowych banków w Stoczni Szczecińskiej. Najbardziej ucierpiały BPHPBK i Pekao. Kontrakty ponownie straciły grunt pod nogami i zaliczyły minimum sesji na 1352 pkt. W końcowych minutach były jeszcze próby podciągania rynku, ale udały się tylko połowicznie.

Zamknięcie mieliśmy na poziomie minimum sesji. Nie jest to dobry znak. Dodając do niego wczorajsze odbicie wykresu od średniej kroczącej, można spodziewać się ruchu do dolnego ogranisczenia kanału spadkowego, czyli w pobliże wsparcia na 1345 pkt. Zejście niżej raczej nie jest prawdopodobne, dopóki indeks trzyma się nad swoim wsparciem na 1353 pkt. Jeśli sesja w USA zakończy się pozytywnie, w okolicach dolnego ograniczenia kanału próbowałbym zamknąć krótkie pozycje, jeśli ktoś takowe posiada.