Powiązania z wieloma korporacjami skłoniły go do złożenia publicznego zapewnienia, że nie będzie angażował się w sprawy, jeśli rozpatrywane przez SEC przypadki będą dotyczyć jego dawnych klientów.
Barbara Roper z federacji konsumentów, zajmująca się ochroną inwestorów, uważa, że Pitt znalazł się w pułapce. Jest krytykowany, jeśli w przypadku konfliktu interesów nie wyłącza się ze sprawy, a jeśli to czyni, wówczas wszczynane jest dochodzenie, jak wiele razy to uczynił.
Przeszłość Pitta negatywnie wpływa na funkcjonowanie SEC nadzorującej amerykański rynek kapitałowy. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, iż w pięcioosobowym gremium rozstrzygającym o wielu ważnych sprawach są dwa wakaty.
Doszło do tego, że w trzech przypadkach decyzje podejmował jeden komisarz. Ostatnio tego rodzaju praktyki zakwestionowała firma audytorska Ernst&Young. Oburzył ją fakt, że jedna osoba wydała werdykt zarzucający jej nieprzestrzeganie zasady niezależności. SEC, zdaniem Ernst&Young, pozbawiła tę firmę możliwości odbycia "pluralistycznej debaty".
Sam Pitt dość enigmatycznie wypowiada się o swoich "samowyłączeniach" z postępowania komisji. - Co jest w najlepszym interesie inwestorów? - zastanawiał się w ubiegłym tygodniu na forum nowojorskiego stowarzyszenia dziennikarzy finansowych. Wierzy, że jego głównym atutem jest 34-letnie doświadczenie w branży, dzięki któremu wie, gdzie są "trupy".