Mam nadzieję, że w najbliższych dniach.
Jak to się stało, że Stocznia upada? Nie można jej było uratować?
W połowie kwietnia minister gospodarki przedstawił plan ratowania Stoczni, zakładający przejęcie akcji przez Skarb Państwa i udzielenie jej kredytu w wysokości 40 mln USD gwarantowanego przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Myśmy to zaakceptowali. Usłyszeliśmy, że jeśli banki się porozumieją, to ten projekt będzie zrealizowany. Banki doszły do porozumienia, choć nie było to łatwe. Zobowiązały się, że nie będą ogłaszać upadłości Stoczni, nie będą windykować kredytów oraz przystąpią do intensywnych prac nad programem restrukturyzacji holdingu. My zgodziliśmy się także, że część kredytów nie wróci od razu do banku, ale zostanie w przedsiębiorstwie, aby mogło dalej prowadzić działalność. Chodziło o to, by miało odpowiedni kapitał obrotowy. Nie wykluczaliśmy, że część tych środków zostanie zamieniona na akcje, na które później poszukalibyśmy kupca.
Obietnica przejęcia akcji przez Skarb Państwa okazała się jednak niewykonalna. Nie udzielono gwarancji kredytu, a więc i samego kredytu. Zabezpieczeniem tej gwarancji miały być akcje spółek przekazane przez resort skarbu. Lecz nie może być tak, że bierze się pod uwagę wartość nominalną akcji, a nie rynkową.
Pojawił się pomysł z umorzeniem długów...
W ubiegłym tygodniu dostaliśmy propozycję umorzenia 80% długów Stoczni pod rygorem ogłoszenia jej upadłości. Nie towarzyszył tej propozycji żaden plan działań wobec przedsiębiorstwa.
Były naciski polityczne w tej sprawie?
W tej konkretnej sprawie dzwonił do mnie polityk, czyli minister gospodarki. Nie czuję się jednak osobą, która znajduje się pod presją polityków. Jestem prezesem prywatnego banku. Banku, który cieszy się zaufaniem akcjonariuszy.
Nie zdecydowaliście się na redukcję długów ze względu - jeśli dobrze rozumiem - na brak planu działań w Stoczni, niejasności dotyczące jej sytuacji i jakość posiadanych zabezpieczeń na jej aktywach?
Oczywiście. Jeśli mamy do czynienia z jakimś przedsięwzięciem, które wymaga finansowania, to w takim przypadku na całym świecie praktyka jest podobna - to banki stawiają warunki, a nie na odwrót. Dzieje się tak nie dlatego, że banki są takie okropne, ale dlatego, że zarządzają powierzonymi pieniędzmi. A naszymi klientami są miliony Polaków. To samo dotyczy akcjonariuszy, którzy wyposażyli bank w kapitał, wierząc, że zrobi z niego dobry pożytek.
Macie pretensję do audytora Stoczni, że Was w porę nie ostrzegł przed jej problemami?
W tej chwili koncentrujemy się na czymś innym: co należy zrobić, aby pomóc Stoczni wyjść z kryzysu. Chcemy być przygotowani do współpracy z syndykiem masy upadłościowej. Uważamy, że upadłość może być sposobem rozwiązania trudnej sytuacji przedsiębiorstwa.
Czy jesteście gotowi, w przypadku przygotowania przez syndyka wiarygodnego, rzetelnego biznesplanu, współfinansować jego realizację?
Oczywiście. Jeśli będzie to wiarygodny biznesplan, jeśli ocenimy ryzyko, poszukamy sposobów jego zabezpieczenia, jeśli projekt Czy w związku z przypadkiem Stoczni potrzebne są systemowe zmiany w Pekao i w innych bankach?
O innych bankach nie mogę się wypowiadać. W naszym przypadku od 2 lat udoskonalamy system zarządzania ryzykiem kredytowym. Wiele rzeczy już zmieniliśmy. Będziemy ten proces kontynuować i nie wydaje mi się, żeby przypadek Stoczni spowodował w nim jakieś zmiany. Choć, kiedy człowiek się oparzy, to potem uważa nawet na letnią wodę, więc będziemy uważać. O tym, że nasz system działa, i to nieźle, świadczy jakość naszego portfela kredytowego. Ona nas nie satysfakcjonuje, ale jest lepsza niż w innych bankach.
Widzi Pani ryzyko upadłości kolejnych dużych firm? Czy bankom grozi "powtórka ze Stoczni"?
Nie wiem, jakie duże przedsiębiorstwa mają w portfelach inne banki. W naszym przypadku nie przewiduję tak dramatycznych wydarzeń, jakie mają miejsce w odniesieniu do Stoczni. Przedłużający się okres dekoniunktury gospodarczej na pewno komplikuje sytuację wielu firm. W gospodarce rynkowej upadłości są jednak rzeczą normalną. W Hiszpanii, w okresie przedakcesyjnym, upadło 300 tys. przedsiębiorstw, ale powstało w tym czasie 500 tys. nowych firm. W Polsce nie tworzy się niestety warunków powstawania nowych przedsięwzięć gospodarczych.
Skąd się biorą pojawiające się co jakiś czas na rynku plotki, że możecie skorygować tegoroczne prognozy finansowe?
Szczerze mówiąc, nie wiem. Czasami sama się nad tym zastanawiam.
Na pewno nie ma mowy o korekcie prognozy?
Piszemy w komunikatach prawdę. Wierzymy, że stratę na Stoczni zrekompensujemy i zrealizujemy plany. Jesteśmy ambitnym zarządem. Jeżeli stwierdzimy jednak, że jest to niemożliwe z jakichś powodów, to z pewnością pierwsza to przyznam.
Czy prawdą jest, że upada Wschodni Bank Cukrownictwa? Jesteście na to przygotowani? Będziecie musieli wpłacić do funduszu gwarancyjnego sporą kwotę...
Z oczywistych względów nie mogę się wypowiadać na temat innego banku - np. Wschodniego Banku Cukrownictwa. Jeżeli zdarzy się jakakolwiek upadłość w sektorze, to jesteśmy uczestnikami systemu gwarantowania depozytów i będziemy musieli dopłacić do niego.
Gdyby to był WBC, to jaką kwotę musielibyście wpłacić do funduszu gwarancyjnego?
Nie mogę o tym mówić.
Ale oszacowaliście taką kwotę?
Tak. Nie zachwieje to fundamentami Pekao.
Czy taka dopłata jest uwzględniona w planach finansowych banku?
Nie, upadłość w sektorze to jest coś wyjątkowego dla każdego banku. My nie mamy na to żadnego wpływu. Nie przewidujemy takich sytuacji i nie możemy ich uwzględniać w prognozach. Mam zresztą nadzieję, że do żadnej upadłości w sektorze nie dojdzie.
Czy jesteście generalnie przygotowani na upadłość banków?
Nie możemy mówić o przygotowaniach w tym zakresie. Nie pełnimy funkcji nadzorcy nad bankami. I nie chcemy, aby banki upadały. To dla nas zawsze dramatyczna sytuacja. Nie lubimy wydawać pieniędzy akcjonariuszy w takich przypadkach.