Linux, darmowy system operacyjny, jest dziś coraz częściej używany do poważnych zadań w biznesie - do serwerów internetowych, serwerów baz danych czy w dużych systemach o wielkiej mocy przetwarzania. Linuksa stosują tak duże firmy, jak Shell i New York Stock Exchange.
Także dostawcy sprzętu, oprogramowania i usług dostrzegli potencjał Linuksa - rozwiązania na nim oparte oferuje IBM, HP, Sun czy Oracle.
Wielu użytkowników i menedżerów zadaje sobie jednak pytanie o bezpieczeństwo tego systemu. Czy oprogramowanie, na które nie trzeba wydawać tysięcy dolarów, może być tak samo bezpieczne i niezawodne jak komercyjne systemy?
Problem tkwi raczej nie w samym Linuksie, który jest systemem klasy Unix i ma wbudowane wszelkie zabezpieczenia. Nie chodzi też o to, że system jest darmowy, ale raczej o fakt, że należy on do kategorii oprogramowani Open Source. Oznacza to, że każdy użytkownik czy deweloper może poznać kod systemu, poprawiać go i modyfikować - tworzyć własne wersje.
Wielu IT managerów już z tego tylko powodu zachowuje dystans w stosunku do Linuksa i uważa, że skoro wszyscy znają zasady działania systemu, jego kod, to włamywaczom łatwiej będzie znaleźć luki w bezpieczeństwie niż np. w przypadku Windows. Dlatego wiele firm jest skłonnych stosować Linuksa tylko do mniej odpowiedzialnych funkcji, np. jako serwer internetowy. To rozumowanie prowadzi dalej, nawet do tworzenia przez firmy, instytucje rządowe i wojsko własnych, całkowicie unikatowych, zamkniętych systemów operacyjnych i rozwiązań dla wykonywania wyjątkowo ważnych czy poufnych zadań. Wielu informatyków jest przekonanych, że im mniej osób zna kod systemu i jego dokumentację - tym system będzie mniej podatny na włamania.