Zaprezentowana w ostatnich dniach informacja o spadku produkcji przemysłowej w ujęciu rocznym o 4,1% okazała się ważnym pretekstem do zniżek na giełdzie. Inwestorzy uznali bowiem, że seria obniżek stóp procentowych dokonana przez RPP w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nie wywołała jeszcze żadnych widocznych symptomów poprawy w realnej sferze krajowej gospodarki. Nie został więc potwierdzony optymizm poprzednich danych o sprzedaży detalicznej, która, zwłaszcza w przypadku żywości i eków, wzrosła znacząco w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Okazało się po prostu, że było to li tylko potwierdzeniem siły sektorów defensywnych, co jest charakterystyczne dla recesyjnej fazy cyklu koniunkturalnego. Fakt ten zresztą został już zdyskontowanych w cenach akcji.
W poprzednich kilku miesiącach liderem rynku były banki. Teraz sytuacja może ulec zmianie, do czego, jak sądzę, przyczynią się niepokojące informacje o problemach w sektorze. Uczestnicy rynku mogą dojść bowiem do wniosku, że problem złych kredytów narasta i pogorszy kondycję także instytucji finansowych notowanych na giełdzie.
Biorąc pod uwagę bardzo zły układ średnich ruchomych, charakterystyczny dla największych rynków światowych, trudno oczekiwać w tym roku tradycyjnej letniej hossy. Wydaje się wręcz, że okres wakacyjny z wyżej wymienionych technicznych powodów dla posiadaczy akcji nie będzie zbyt udany.
W tych warunkach spodziewać się należy dalszych sesji spadkowych. Uważam, że dopiero po przedstawieniu raportów finansowych za II kwartał br., tzn. pod koniec sierpnia większy kapitał napłynie do nas powtórnie. Przekonamy się wówczas, czy sprawdzą się sformułowane w piątek przez członka RPP Grzegorza Wójtowicza prognozy o przyspieszeniu tempa wzrostu gospodarczego w najbliższych miesiącach. Pod koniec sierpnia ukształtuje się również dno teoretycznego 11-miesięcznego cyklu, przynoszącego, jak uczy doświadczenie, zwyżkę WIG minimum o 20%.