Wielkość wydobycia Iraku, od czasu jego agresji na Kuwejt i wojny w Zatoce Perskiej, ustalana jest przez ONZ.
Czterokrotne zmniejszanie wydobycia przez OPEC w ub.r., do czego od 1 stycznia przyłączyły się również m.in. Rosja i Norwegia, miało na celu utrzymanie ceny ropy na poziomie 25 USD za baryłkę, przy zmniejszającym się światowym popycie na ten surowiec. I ten cel został osiągnięty.
Międzynarodowa Agencja Energii szacuje, że w tym roku popyt na ropę wzrośnie na świecie o 420 tys. baryłek dziennie, a więc o ponad połowę mniej niż średnia z lat 90. Gdyby jednak gospodarka rzeczywiście ożywiła się wreszcie i popyt wzrósł bardziej, to ministrowie OPEC zapowiedzieli zwiększenie wydobycia we wrześniu.
Na razie, korzystając z cen wyższych już o 25% niż na początku roku, zwiększają wydobycie ponad ustalony poziom. Według szacunków agencji Bloomberga, w maju kraje OPEC wydobywały o ok. 1,4 mln baryłek dziennie więcej, niż ustalono. Przekraczały limity, żeby nie stracić klientów na rzecz konkurencji, zwiększyć przychody z eksportu ropy, co szczególnie dotyczy Wenezueli, ale także, by nie dopuścić do spowolnienia rozwoju gospodarczego w wyniku zbyt drogiej ropy, bo to zmniejszyłoby długoterminowy popyt na nią.
Uczestnicy rynku spodziewali się takiej decyzji OPEC i dlatego cena ropy spadła. W Londynie za baryłkę gatunku Brent płacono po południu 24,86 USD, a więc o 1,4% mniej niż na wtorkowym zamknięciu.