Korporacja została oskarżona o fałszerstwa rachunkowe przez amerykańską komisję ds. papierów wartościowych i giełd. WorldCom przyznał się do nieprawidłowości w księgowaniu na sumę 3,8 mld USD, czego wynikiem było sztuczne zawyżenie zysków. "Nieprzejrzyste zasady księgowania i rachunkowości i nierespektowanie praw akcjonariuszy, które wyszły na jaw przy okazji sprawy Enrona i innych korporacji amerykańskich miały negatywny wpływ na percepcję rynku" - powiedział David Clementi, wiceprezes Banku Anglii. Clementi wypowiadał się z okazji opublikowania przez BoE okresowego raportu, którego celem jest zwrócenie uwagi na możliwe źródła zagrożenia dla stabilizacji systemu finansowego. Raport ostrzega przed wzrostem ryzyka w światowej gospodarce w związku z "pogorszeniem jakości kredytu wynikającym ze spowolnienia wzrostu, słabości giełd i bankructwem Enrona i Argentyny". Trudności kredytowe występują ze szczególną ostrością w sektorze telekomunikacji i zachodzą obawy, że argentyński kryzys może rozszerzyć się na Brazylię - uważa BoE. Ogólna wysokość długu WorldCom wynosi ok. 30 mld USD, z czego wartość pożyczek bankowych oceniana jest na 2,65 mld USD. Korporacja zabiegała o nowy kredyt na pokrycie bieżących wydatków i spłaty odsetek w wysokości 5 mld USD, ale potencjalni kredytodawcy zasygnalizowali już, że przyznanie kredytu w obecnej sytuacji nie wchodzi w grę. W zgodnej opinii analityków najbardziej narażone na straty z powodu możliwego bankructwa WorldCom są JP Morgan, Bank of America i Citigroup. Wstępne oceny wskazują jednak na to, że ok. 60 banków w różnych krajach świata mogło było udzielić kredytów WorldCom, lub posiada obligacje korporacji. Według dziennika Irish Independent irlandzka grupa bankowa AIB, która jest partnerem BZ WBK w Polsce może na krachu WorldCom stracić 50 mln USD. Jest to zła wiadomość dla grupy, która w ubiegłym roku straciła 691 mln USD w wyniku nadużyć popełnionych w filii Allfirst w Baltimore przez maklera Johna Rusnaka. Według gazety ta sama filia irlandzkiej grupy w Baltimore prowadziła transakcje z WorldCom. Ze stratami liczą się czołowe banki brytyjskie: Barclays, Lloyds TSB, Royal Bank of Scotland (RBS) i HSBC, jak też drugie największe towarzystwo ubezpieczeniowe Prudential. W czwartek na giełdzie popyt na akcje banków i towarzystw ubezpieczeniowych był niewielki. Lloyds i RBS pożyczyły WorldCom po 178 mln USD, ale w ocenie analityków część długu odsprzedały innym instytucjom. Potencjalne straty obu banków ocenia się na 100 mln USD (RBS) i na 50 mln USD (Lloyds). Na 100 mln USD szacowane są potencjalne straty Barclays Bank. Oficjalnie wysokość możliwych strat ogłosił tylko Citigroup, który poinformował o kwocie 375 mln USD oraz towarzystwo ubezpieczeniowe Prudential, przyznając że udziałowcy muszą liczyć się eks post z nieprzewidzianymi kosztami w wysokości 150 mln USD za 2001 rok z tytułu obligacji WorldCom zakupionych przez amerykański oddział towarzystwa. Analitycy podkreślają, że możliwe straty nie są skumulowane w jednym konkretnym banku, a ryzyko rozłożone na wiele instytucji. Jest to wprawdzie pewnym pocieszeniem, ale niewielkim, ponieważ banki wciąż nie pozbierały się po stratach poniesionych na upadku Enrona, Global Crossing i Kmart'a oraz krachu argentyńskim. Największych następstw ewentualnego bankructwa WorldCom dopatrują się analitycy dla towarzystw ubezpieczeniowych i funduszy emerytalnych. Te pierwsze zostały poszkodowane przez zamachy 11 września. Te drugie mogą zostać zmuszone do przyznania, że inwestorzy oszczędzający na emeryturę będą musieli liczyć się z niższymi zwrotami.(PAP)