Przedwczorajsza słabość byków oraz zła sesja w USA przełożyły się na kontynuacje spadków na GPW w środę. Była wprawdzie chwila, gdy popyt przejął inicjatywę, ale trwała ona równie krótko, jak dzień wcześniej i przyniosła równie mizerne efekty.
Początek sesji dawał nadzieję, że na wykresie kontraktów zostanie wyrysowana formacja podwójnego dna. Otwarcie nastąpiło na poziomie poprzedniego minimum, a ceny nie spadały. Długo to jednak nie trwało i po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym zawitała podaż. Warunki ku temu były sprzyjające za sprawą spadków na giełdach europejskich, które zostały wywołane przez informację o kłopotach księgowych Vivendi. Nasz rynek będąc w bessie szybko ją pogłębił, ustanawiając nowe minima. Oba rynki (terminowy i kasowy) zatrzymały się na poziomie 1183 pkt. Tu nastąpił kontratak popytu. Sił bykom wystarczyło, by tylko zbliżyć się do przyspieszonej linii trendu opartej na ostatnich szczytach.
To już kolejna linia, której nachylenie jest większe od pozostałych. Potwierdza to, że rynek znajduje się w silnym trendzie spadkowym. Łapanie dołków w takiej sytuacji graniczy z hazardem. Nie należy się spodziewać, że wspomniana linia długo się utrzyma. Jej stromość raczej na to nie pozwoli. Pokonanie tej linii będzie pierwszym sygnałem ustępowania podaży. Gracze krótkoterminowi być może wykorzystają go do zamknięcia krótkich pozycji. Pamiętać jednak należy, że ci, którzy nastawieni są na inwestycje średnioterminowe, nie powinni na tę linię zwracać uwagi. Dla nich ważniejsza jest linia nieco wolniejsza, która obecnie przebiega w okolicy luki bessy z 26 czerwca br. Dopiero przełamanie tej linii oraz zamknięcie wspomnianej luki da podstawy do podjęcia jakichkolwiek działań. W tej chwili utrzymywanie krótkich pozycji wydaje się najwłaściwsze.