Nie wiadomo, czy Grzegorz Kołodko, nowy minister finansów, będzie chciał zdewaluować złotego, jak wcześniej proponował. Odpowiedź może być znana po dzisiejszym posiedzeniu Rady Ministrów. Na razie warto zwrócić uwagę, że ostatnie pół roku przyniosło już osłabienie naszej waluty. 1 USD jest dzisiaj droższy o blisko 5% w porównaniu z początkiem br., a 1 euro - prawie o 15%.
Gdyby miał nastąpić dalszy wzrost cen walut, banki dają klientom możliwość reagowania. Polega ona na przewalutowaniu kredytu. Nie zawsze jednak ma ono sens.
- Udzielając klientom kredytów w walucie zawsze zwracamy im uwagę na ryzyko kursowe. Jeśli ktoś wziął kredyt w walucie i myśli o jego szybkiej spłacie, mógłby rozważyć jego zamianę na złote. Jednak nie znając sytuacji materialnej każdego z klientów trudno jest udzielać rad - powiedział Marek Kulczycki, prezes Deutsche Bank 24. - Inną kategorię stanowią klienci, którzy wzięli kredyt w walucie na długi okres i zamierzają go spłacać np. przez 15 lat. Moja ocena makroekonomiczna jest taka, że w związku z perspektywą przystąpienia Polski do Unii Europejskiej złoty będzie mocny - dodał.
Według prezesa Kulczyckiego, nie należy ulegać emocjom. Trzeba pamiętać, że przewalutowanie kosztuje, bo banki pobierają od niego prowizję. Częste przeprowadzanie takiej operacji może być w związku z tym nieopłacalne.
W PKO BP można zaciągnąć kredyt w dolarach amerykańskich i euro. Zmiana waluty jest możliwa, ale kosztowna - bank pobiera prowizję w wysokości 1,5% od kwoty kredytu do spłacenia. Operacji tej towarzyszy przygotowanie i podpisanie aneksu do umowy kredytowej. Formalności nie są załatwiane "od ręki". - Jeżeli klient składa wniosek dzisiaj, może liczyć na podpisanie aneksu w ciągu trzech dni - powiedziano nam w Departamencie Bankowości Detalicznej PKO BP. Tak było do tej pory, gdy liczba wniosków o przewalutowanie była umiarkowana. Jeżeli zainteresowanie klientów zwiększy się, to terminy mogą być dłuższe.