Można odnieść wrażenie, że przedstawiciele giełdy dbają, by inwestorzy za bardzo się nie przepracowywali. Wczoraj po raz kolejny mieliśmy do czynienia z przerwą w notowaniach. Tym razem nie da rady zwalić wszystkiego na złą pogodę. Burzy nad Warszawą nie było.
Takie przerwy w działaniu systemu notowań nie wzmacniają zaufania do giełdy. Trudno za każdym razem, gdy składane jest zlecenie, obawiać się, czy otwierana właśnie pozycja nie będzie narażona na utratę możliwości jej szybkiego zamknięcia. Można tylko odetchnąć z ulgą, że podczas tej godzinnej przerwy nie wypłynęła kolejna informacja z serii "Kolejny źle zaksięgowany miliard dolarów". Ostatnim hitem, o którym dowiedzieliśmy się jeszcze przed sesją, jest firma farmaceutyczna Merck z błędnym księgowaniem na kwotę ponad 14 mld dolarów. Informacja o tym "błędzie" skutecznie przyćmiła wielkie piątkowe wzrosty w USA.
Nasz rynek nie wykazywał zbyt wielkiej siły. Nie udało się bykom pokonać spadkowej linii trendu. Jej przełamanie było warunkiem optymistyczniejszego spojrzenia na przyszłość notowań w Warszawie. Klęska byków stawia ich w trudnej sytuacji. Teraz niedźwiedzie czują się pewniej i będą starały się zaatakować poziom wsparcia, w postaci krótkiej linii trendu, łączącej dwa nisko położone dołki. Dziś powinno się wyjaśnić, która opcja okaże się mocniejsza. Kierunek trendu faworyzuje właścicieli krótkich pozycji.
Trzeba jednak pamiętać, że rynek nie może spadać bez żadnej korekty. Kiedyś ta musi nadejść, a obecne poziomy są ku temu sprzyjające (poziom grudniowego dołka i 62-proc. zniesienie poprzednich wzrostów). Odpowiedź da sam rynek. Przełamanie wsparcia to kontynuacja spadków. Gdyby padł opór, to gracze o średnim horyzoncie inwestycyjnym mogliby pomyśleć o chwilowym zamknięciu pozycji z perspektywą ich odnowienia w okolicach ostatniej luki bessy.