Konflikt między bankiem centralnym a zarządem Krajowego Depozytu rozgorzał prawdopodobnie na nowo.
Wczorajsze walne Depozytu uchwaliło jedynie zmiany do statutu spółki, zgodnie z którymi wprowadzono zasadę wspólnej kadencji dla członków rady nadzorczej i zarządu (do tej pory kadencja poszczególnych członków kończyła się w różnym czasie). NWZA zwołano na wniosek NBP, który w radzie KDPW ma jednego przedstawiciela i chciał powiększyć tę reprezentację do dwóch osób.
Sprawa jest na pozór tym prostsza, że w radzie jest wciąż wakat ze względu na to, że zwyczajne walne, pod koniec czerwca, nie zaakceptowało kandydatury Piotra Dziewulskiego, prezesa Stowarzyszenia Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych. Kandydaturę wysuwał NBP. Wczoraj, na wniosek banku, odpowiedni punkt zdjęto z porządku obrad walnego.
Nieoficjalne informacje PARKIETU wskazują, że bank centralny zamierza zwołać kolejne walne Depozytu i powrócić do kwestii uzupełnienia składu rady. Jak wynika z naszych informacji, mimo że chodzi praktycznie o jedno miejsce w organie nadzorczym, chciałby, aby zmian dokonano w drodze głosowania grupami (KDPW ma trzech akcjonariuszy - Skarb Państwa, NBP i GPW; każdy z nich ma jednakowy udział w kapitale i może utworzyć grupę).
Jeśli ten scenariusz się potwierdzi, będzie to miało doniosłe skutki. Pierwszy - wygaśnie kadencja dotychczasowych członków rady i najbliższe NWZA będzie musiało wybrać ją od nowa. Niespodzianek nie powinno być - w organie nadzorczym znajdą się zapewne osoby, które powołało przed kilkoma tygodniami zwyczajne walne. Po co w takim razie wybór grupami?