Począteku tygodnia nie można zaliczyć do udanych. Mała zmienność nie dała możliwości zarobku day traderom. Gracze średnioterminowi także nie mają powodów do świętowania, skoro sesja zakończyła się w odległości zaledwie 3 pkt od końcówki z piątku. Także pośrednicy mogą kręcić nosem. Znikomy obrót to małe wpływy z prowizji.
Ta senność rynku wynikała z oczekiwania graczy na to, co dziś powie nowy minister finansów. Po długim (chyba nieco za długim) okresie milczenia dowiemy się, jakie propozycje ma dla rynku prof. Kołodko. To, czego można się było dowiedzieć z wcześniejszych publikacji, nie nastraja optymistycznie. Nadzieja w tym, że pragmatyzm weźmie górę.
Brak chęci ze strony graczy na bardziej aktywny handel sprawił, że kursy zmieniły się tylko nieznacznie, a to z kolei utrzymało techniczny status quo. Nadal więc ceny znajdują się pomiędzy dwoma równoległymi liniami, tworzącymi kanał. Kanał ten jest lekko spadkowy, co potwierdza, że jeszcze trend główny jest zachowany, choć jego dynamika wyraźnie spadła. Na uwagę zasługuje fakt, że na wczorajszej sesji niedźwiedzie próbowały zepchnąć wykres cen poza dolne ograniczenie formacji, lecz próba spaliła na panewce. Właściciele długich pozycji byli dalecy od panikowania. Ich harda postawa jest także zauważalna w wartości bazy, która z ujemnej stała się dodatnia. Indeks w porównaniu z piątkiem spadł ponad 17 pkt., a kontrakty tylko 3. Można zatem wnioskować, że na rynku terminowym pojawił się poważniejszy popyt, który wyprzedza korektę na rynku akcji. Ostatnio wartość bazy dość skutecznie sygnalizowała rynkowe zmiany. Czy i teraz będzie podobnie? Zobaczymy. Przypomnę tylko, że sygnałem do większej korekty będzie dopiero wybicie górą z kanału.