Ta największa w tym roku w Azji oferta, której wartość szacowana jest na 2,8 mld USD, skusiła nie tylko Li Ka-szinga, najbogatszego człowieka kontynentu azjatyckiego, ale także tysiące zwykłych urzędników i emerytów.
Co ciekawe, na poziom zainteresowania akcjami BOC Hong Kong nie wpłynęła niemal ogólnoświatowa niechęć do ofert pierwotnych (IPO), wysoki wskaźnik straconych kredytów obciążających bilans banku ani też dochodzenie w sprawie nadużyć popełnionych przez niektórych menedżerów, włącznie z praniem brudnych pieniędzy. Na koniec ubiegłego roku odsetek niespłacanych kredytów był w przypadku tej instytucji finansowej niemal dwukrotnie wyższy niż średnia dla wszystkich banków operujących w Hongkongu, wynosząca 4,7%.
BOC Hong Kong powstał w październiku 2001 r. w wyniku fuzji dwóch spółek Bank of China działających w Hongkongu i Macau. Duża część kredytów udzielonych na terenie Hongkongu związanych jest z inwestycjami w nieruchomości, których wartość spadła. W okresie ostatnich pięciu lat po przejściu tej enklawy pod kuratelę Pekinu ceny w tym segmencie rynku spadły o połowę. W ciągu trzech lat odpisy z tego tytułu wzrosły czterokrotnie, do 1,2 mld H$ (153 mln USD).
Niezależna komisja antykorupcyjna, badająca skalę nadużyć popełnionych przez bankowców stwierdziła, że rozbity syndykat instytucji finansowych wyprał 50 mld H$ (6,4 mld USD). W tym procederze mieli uczestniczyć pracownicy Po Sang Bank później włączonego do BOC Hong Kong.
Z powodu udzielenia kredytów preferencyjnych, wystawiania fałszywych listów kredytowych oraz innych przypadków łamania przepisów obowiązujących w ChRL i USA, Bank of China został ukarany grzywną w wysokości 20 mln USD. Jest to niewielka kwota, jeśli porówna się ją z 500 mln USD zdefraudowanymi przez menedżerów oddziału Bank of China w Kaiping.