NBP nie podał jeszcze informacji o złych kredytach po pierwszej połowie roku, ale wiadomości napływające z niektórych banków są niepokojące. W Pekao SA udział takich pożyczek w portfelu podniósł się w ciągu 6 miesięcy z 15% na koniec 2001 r., do 19,7%. Pogorszyło się również w PKO BP, gdzie wzrost należności sprawiających kłopoty bankowym służbom windykacyjnym wyniósł 1,2 pkt. proc. (z 13,3%, do 14,5%). Gorzej jest w ING Banku Śląskim, gdzie tzw. należności nieregularne stanowiły 24,99% portfela. Na koniec ubiegłego roku było to 23,4%. W portfelu Banku Handlowego złe kredyty stanowiły na koniec roku 25,7%, a obecnie 31,6%. Wyjątkiem na tym tle jest BZ WBK - 19,5% w grudniu 2001 r. i 19,2% w czerwcu 2002 r.
- Przyczyny pogarszania się tego wskaźnika to ogólne spowolnienie gospodarcze i inne podejście banków do udzielonych już kredytów. To działa na podobnej zasadzie, jak spadek zaufania klientów do banku. Wystarczy, że jeden bank ujmie w swoim bilansie określony typ należności jako zagrożony, żeby w ślad za nim poszły inne - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK. Według niego, wartość takich należności wzrosła na koniec czerwca do 37-38 mld zł.
Zdaniem Macieja Relugi, głów-nego ekonomisty BZ WBK, zwiększenie udziału zagrożonych kredytów w portfelach banków to również efekt mniejszej akcji kredytowej. Jak powiedział, wartość trudno ściągalnych pożyczek może zmieścić się w przedziale 37-40 mld zł, co będzie stanowić jedną piątą należności sektora niefinansowego wobec banków. Podobne szacunki przedstawia również Andrzej Topiński, prezes Związku, Banków Polskich. Według niego udział zagrożonych kredytów prawdopodobnie zwiększył się w ciągu półrocza o 1,5 pkt. proc. w porównaniu z końcem 2001 r.
- Jeżeli gospodarka się nie rozwija, to niespłacalnych lub spłacanych nieregularnie kredytów jest coraz więcej. To naturalne. Ale trudno powiedzieć, czy banki zdecydują się na to, żeby masowo zaliczać je do kosztów w zamian za uczestnictwo w programie antykryzysowym ministra finansów - mówi prezes Topiński. Wicepremier Grzegorz Kołodko zaproponował bankom możliwość zaliczania w koszty trudno ściągalnych pożyczek, za co miałyby one współfinansować programy naprawcze przedsiębiorstw.
- Wszystko zależy od ceny. Jeśli nie będzie np. gwarancji państwa na kredyty restrukturyzacyjne to wątpię, aby banki chciały przystąpić do programu - mówi Mateusz Szczurek.