Patrzę w naszą TV i nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Półnagi prezes Zakładów Przemysłu Odzieżowego "Odra" w Szczecinie Henryk Waluś walczy z rozjuszonymi związkowcami, którzy postanowili go wywieźć z firmy na taczce. Szumią kamery, błyskają flesze reporterów. Koledzy po fachu zachowali się "godnie". Prezes Waluś chwiał się na nogach. Dziennikarze, widząc, że szarpany traci równowagę, podsunęli mu przed oczy mikrofony, by mógł się przytrzymać. Niestety, nie skorzystał z pomocy. Reporterzy kontynuowali więc swą misję. Prezes w drugim akcie został wywleczony przed budynek i prawie zlinczowany. Nikt nie stanął w jego obronie. To żenujący i przerażający spektakl, który dobrze się w mediach sprzeda, bo ludzie są żądni krwi i sensacji. Z drugiej strony, będący bez pracy i nie mający perspektyw na przyszłość robotnicy mają niewiele do stracenia. Dlatego też obawiam się, by koniec roku nie obfitował w podobne przypadki. Zabawa w wynajdowanie kolejnych Walusiów może stać się naszym narodowym sportem.

By uniknąć wzięcia udziału w zabawie, nasi rodzimi menedżerowie, którym grozi lincz w wykonaniu pokrzywdzonych, mają dwa wyjścia. Albo w miarę szybko odlecieć w najspokojniejsze pod słońcem i sprawdzone już przez chłopców z Colloseum miejsce - do Republiki Południowej Afryki (kilka lat temu zrobił nam tam reklamę inny Waluś), albo dać się zamknąć w jednym z polskich zakratowanych sanatoriów, gdzie codzienny wikt oraz relaksacyjny spacerek jest zapewniony. A dać się zamknąć nie jest prosto. O wolne miejsca bardzo trudno. Adwokaci też muszą z czegoś żyć. Nawet jeśli przekręcimy parę albo parędziesiąt milionów złotych, to, mając biały kołnierzyk, trudno trafić do ZK. Jeśli bowiem już doczekamy do końca procesu, trwającego parę ładnych lat, i sąd przez pomyłkę nas skaże, to pewnie się okaże, że wyrok jest w zawieszeniu. Wtedy o wymarzonym odpoczynku możemy zapomnieć. Co prawda, mogliby nas "wsadzić" za np. niezapłacenie grzywny (wszyscy pamiętamy, jak pół roku temu chciano zapuszkować parę staruszków za uchylanie się od płacenia alimentów przez ich syna), ale Sądy wymierzają tak niskie grzywny że - będąc poważnym biznesmenem - można się na nie obrazić. Chyba wkurzony musi być jeden z najbogatszych Polaków Krzysztof N., który dwa dni temu został skazany przez sąd za wyłudzenie z białostockiej fabryki 3,4 mln zł. Oprócz 2 latek sanatorium jako dodatkową karę wymierzono mu 25 tys. zł grzywny. A obrońcy już zapowiedzieli apelację i podejrzewam, że wystąpią o zdecydowane podniesienie tej kwoty, gdyż jest ona niegodna pozycji materialnej skazanego i niszczy jego wizerunek jako jednego z najbogatszych Polaków.

Najlepszym wyjściem dla mających kłopoty biznesmenów jest tymczasowe aresztowanie. Byli prezes Stoczni Szczecin nie muszą się dzięki temu martwić o własne bezpieczeństwo. Za nich rolę kozła ofiarnego złożonego na ołtarzu historii odegrał wczoraj prezes Waluś. Z dobrodziejstwa tymczasowego aresztowania korzystają też byli prezesi Poczty Polskiej, Totalizatora Sportowego i PZU Życie. Odnoszę wrażenie, że to bezpieczny stan także dla tych, którzy pozostają poza sanatorium. Dopóki prokuratura nie zgromadzi materiałów pozwalających na przygotowanie aktu oskarżenia, śpią w miarę spokojnie. Do tego czasu główni aktorzy mogą o wielu rzeczach zapomnieć lub zmieni się ich postrzeganie. A wiadomo, że sposób patrzenia zmienia się wraz z miejscem siedzenia.