Wczorajsza sesja właściwie w całości była dość spokojną korektą środowego wybicia cen w górę. Początek dawał jeszcze nadzieję tym, którzy sądzili, że będzie to kolejna sesja rajdu w górę. Skłaniały ku temu otwarcie z luką i szybki wzrost. Nadzieje zostały jednak skutecznie rozwiane już po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym.

Wspomniana luka została zamknięta, a kontrakty gnane ustawionymi blisko stopami, w jednej chwili zjechały do poziomu 1118 pkt., który przez resztę sesji był jej minimum. Prawdę mówiąc może dziwić, że po tak dużym wyskoku gracze ustawili zlecenia stop tak blisko. Przecież należało się spodziewać, że nadejdzie korekta i że spowoduje ona pewien spadek cen. Jednak to miała być jedynie korekta, która miała poprzedzać kolejną falę wzrostów. Tak duża ostrożność graczy, w stosunku do wzrostów, wynika z niemiłych wspomnień podobnego szybkiego wzrostu z 18 lipca br. Wtedy po wykreśleniu dużej białej świecy następnego dnia zanotowano spadek i dużą czarną świecę - rynek powrócił do trendu spadkowego.

Wydaje mi się, że ta ostrożność była nazbyt duża. Obie sytuacje mają zupełnie inny "kontekst rynkowy". Teraz wybiliśmy się w górę po długotrwałej konsolidacji. Wtedy trend spadkowy był niepodważalny, dziś można się zastanawiać nad jego faktycznym kierunkiem. Wzrost zmienności powinien spowodować oddalenie zleceń stop, by nas zbyt wcześnie z rynku nie wyrzuciły. Zależy nam przecież, by uczestniczyć w ewentualnych dalszych wzrostach. Zatem skoro można się było spodziewać korekty, należało ustawić zlecenia "stop" pod poziomem ewentualnego wsparcia. W tej chwili takim wsparciem może być poziom połowy środowej świecy, w pobliżu którego przebiega średnia krocząca. Dopóki wykres jest nad nimi, można być optymistą.