Główne zachodnie rynki akcji, zgodnie z oczekiwaniami, nie zdołały pokonać kluczowych oporów wyznaczonych przez minima indeksów z września ub.r., a dokładniej przez "linie szyj" 5-letnich formacji "głów z ramionami". Techniczne formacje to byty ulotne i podatne na uszkodzenia likwidujące ich wymowę. W tym przypadku jednak mamy do czynienia z 5-letnim monstrum, które formowało się na gigantycznych obrotach w okresie rekordowego uczestnictwa szerokiej publiczności.
Na rynku możliwe jest wszystko, ale pewne rzeczy są czasami mniej lub bardziej prawdopodobne. To tych mniej prawdopodobnych należy zaliczyć obecnie trwały powrót indeksów głównych rynków zachodnich powyżej testowanych w tym tygodniu oporów. W przypadku dokładnie identycznej 5-letniej formacji wierzchołkowej, która uformowała się na wykresie Nikkei 225 w latach 1987-1992, taka sztuka nie udała się, pomimo kilkakrotnie ponawianych prób w kolejnych 10 latach, które przebiegały przecież w okresie względnie dobrej koniunktury gospodarczej na świecie.
Jakkolwiek na indeksie Nasdaq Composite można ponownie - tak jak jesienią ub.r. - powoli zacząć odliczać do pięciu - sekwencja IV'01-I'02 wygląda obecnie na nieregularną płaską czwórkę bessy rozpoczętej w marcu 2000 r., której zakres (1400-2300 pkt.) będzie celem przyszłych "przerw w bessie" - to jednak rozsądek nakazuje przyjmować jako osiągalne tylko dolne ograniczenie tego przedziału. Głównym pytaniem pozostaje to, czy docelowe poziomy bessy, wynikające z rozmiarów omawianych formacji, czyli ceny akcji z 1995 roku, zostaną osiągnięte w ciągu 3-5 najbliższych miesięcy (bessa z krachem na końcu), czy też na razie skończy się na strachu (którego, nawiasem mówiąc, ciągle nie ma zbyt wiele), a nieuniknione zostanie odsunięte w czasie o kilka lat (w Japonii pełna realizacja potencjału spadkowego zajęła aż 10 lat). Poczynając od 28 stycznia tego roku na WIG20 odliczyć można na razie do czterech, co sugeruje prawdopodobieństwo wystąpienia jeszcze jednej kilkumiesięcznej fali spadkowej przed początkiem kolejnej "przerwy w bessie".