Pierwszorzędną kwestią, kluczową dla nadchodzących sesji, jest pytanie o to, czy wzrost do poziomu 1170 pkt. wyczerpuje bieżące możliwości popytu, czy też stanowi jedynie preludium do czegoś poważniejszego. Przed dwoma tygodniami owe 1170 pkt. pojawiło się w tym miejscu kilkakrotnie jako zasięg korekty. Przypomnę, że tamtą prognozę skonstruowałem w oparciu o szerokość 3-miesięcznej formacji opadającego kanału. Ponadto identyczna wartość wynikała z wysokości trójkątnej konsolidacji, z przełomu lipca i sierpnia. Rynek z "aptekarską" dokładnością zrealizował zasięgi aprecjacji. Niestety, opory zgromadzone powyżej, w postaci 38,2-proc. zniesienia całej 3-miesięcznej bessy i średniej EMA-55 okazały się barierą nie do przejścia. Czy wracamy zatem do głównej tendencji, która w założeniu ma sprowadzić WIG20 do poziomu trzycyfrowego?
Chociaż rozwiązania najprostsze są z reguły najskuteczniejsze, to jednak w wypadku bieżącej sytuacji indeksu spadki wcale nie są takie oczywiste. Otóż istnieją jeszcze techniczne bariery, które przez długie tygodnie mogą skutecznie przeciwdziałać dalszej przecenie. Pierwszą jest leżąca w okolicach 1110 pkt. przyspieszona linia trzytygodniowego trendu wzrostowego. Podobna tendencja, tyle że licząca sobie 5 tygodni, znajduje się w okolicach 1083 pkt. Ostatecznym bastionem popytowej strony rynku są tegoroczne minima na 1026 pkt. Przed analizą oscylatorów zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy wykresie tygodniowym. Widoczna tam świeca o niewielkim korpusie i stosunkowo wysokim, górnym cieniu na pierwszy rzut oka wydaje się zapowiadać ukształtowanie spadającej gwiazdy. Jednak niewielka wymiana towarzysząca jej powstaniu sugeruje, że mamy do czynienia ze szpulką.
Średnioterminowe oscylatory, takie jak RSI i MACD, pokazują, jak niewiele miejsca pozostało na spadki indeksu. Każda następna przecena może zdecydowanie pogorszyć obraz rynku. Obecnie ww. oscylatory przebywają ponad poziomami równowagi. Budujące jest zwłaszcza zachowanie MACD, który z determinacją broni się przed spadkiem poniżej 0.