Niedawne decyzje władz federalnych, dotyczące zarządzania przedsiębiorstwami, które mają zapobiec nadużyciom i fałszowaniu rachunkowości, zwiększą zapewne obowiązki kadry kierowniczej. Dotyczy to zwłaszcza niezależnych członków zarządów, odpowiedzialnych za tak newralgiczne dziedziny, jak kontrola zapisów księgowych czy płace dyrektorskie.

Wiąże się z tym problem ich zarobków, które powinny odpowiadać większemu nakładowi pracy. Amerykańskie firmy mają jednak trudności z określeniem dodatkowego wynagrodzenia. Z jednej strony zdają sobie sprawę, że musi być ono dostatecznie wysokie, aby przyciągnąć osoby o odpowiednich kwalifikacjach, z drugiej zaś - pojawiają się obawy, aby nie zawyżyć proponowanych płac. Zbyt wysokie wynagrodzenie mogłoby bowiem nadmiernie uzależnić zewnętrznych członków zarządów od poszczególnych spółek. Ponadto akcjonariusze mogliby sprzeciwić się wysokim wynagrodzeniom, szczególnie gdy notowania ich przedsiębiorstw są wyraźnie niższe.

W przeszłości członkom zarządów płacono na ogół za uczestnictwo w konkretnych posiedzeniach. W ostatnich latach system ten zastąpiono roczną stawką, ale teraz - po rozszerzeniu obowiązków - nie można wykluczyć powrotu do poprzedniej metody wynagradzania.

Niektóre spółki liczą na uzyskanie w najbliższych miesiącach wskazówek od stowarzyszeń przedsiębiorców i instytucji zajmujących się zarządzaniem, które badają skutki niedawnych zmian w ustawodawstwie oraz regułach amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd (SEC). Na razie wygląda na to, że większość firm nie chce podejmować pochopnych decyzji i ogląda się na inne przedsiębiorstwa. Są też takie, jak potentat informatyczny Dell Computer, które w ogóle nie zmieniły wynagrodzenia członków zarządu, stwierdzając, że nowe wymagania nie zwiększą ich obowiązków.