Doprowadzenie do silniejszego wzrostu gospodarczego na Węgrzech to w dużej mierze efekt decyzji poprzedniego rządu. Jeszcze przed wyborami w kwietniu br. znacznie podniósł on wydatki na płace i emerytury, a także zwiększył inwestycje na budowę dróg i wsparł rynek kredytów mieszkaniowych, co pozytywnie odbiło się na koniunkturze w branży budowlanej. W pierwszym półroczu w tym sektorze zanotowano aż 23-proc. wzrost. Płace zwiększyły się natomiast o 18%, co jednak rodzi z kolei obawy przed silnym wzrostem deficytu budżetowego.

- Kolejnym czynnikiem, który przyczynił się do poprawy koniunktury gospodarczej, jest wzrost popytu konsumpcyjnego. Można wręcz powiedzieć, że rośnie on jak szalony - twierdzi cytowany przez Bloomberga Gyorgy Kovacs, ekonomista z budapeszteńskiego banku DZ Bank.

Bolączką węgierskiej gospodarki jest jednak brak ożywienia popytu zewnętrznego. Nie widać poprawy w eksporcie, czego powodem jest przede wszystkim kryzys gospodarki Unii Europejskiej, głównego partnera handlowego Węgier. - Nie widać zupełnie oznak ożywienia popytu zewnętrznego, który przecież w drugim półroczu miał być kołem zamachowym gospodarki - powiedział Reuterowi Tamas Vojnitis, analityk z OTP Securities.

Wzrost PKB o 3,1% okazał się gorszy od spodziewanego. Analitycy prognozowali, że zwiększy się on o 3,3%. Eksperci ostrzegają też, że dane te sugerują, iż rządowi może nie udać się zrealizować założonego na ten rok planu wzrostu gospodarczego o 3,5-4%.