Wczorajsza sesja sprawiła, że marzenia byków o większej korekcie upodobniły się do bańki mydlanej. Jeszcze nie pękła, ale już tylko na to czekamy. Właściciele długich pozycji dostali porządną nauczkę, a także kosztowną dla tych, którym obce jest ucinanie małych strat.

Już przed sesją można się było domyślać, że jej początek nie będzie zbyt pomyślny dla właścicieli akcji i długich pozycji. Brak porozumienia przedstawicieli Elektrimu z obligatariuszami stawia tę spółkę w poważnych kłopotach. Dotyczy to oczywiście także jej akcjonariuszy, którzy swą inwestycję będą długo wspominać. To musiało znaleźć swoje odbicie w cenach samej spółki, jak i jej właścicieli. Cień fatalnej wiadomości okrył cały rynek i skutecznie spłoszył popyt.

Kontrakty otworzyły się luką bessy, co już było złym znakiem. Jeszcze gorszym był fakt braku siły popytu podczas prób jej zamknięcia. Już przed otwarciem rynku kasowego kontrakty do luki dołożyły kolejne 15 pkt. Rozpoczęcie notowań na rynku akcji niczego nie zmieniło i wyprzedaż trwała nadal. Podaż mocno naciskała właściwie przez całą sesję, nie dopuszczając do większych korekt. Kulminacja nastąpiła w czasie końcowego fixingu. Do kiepskiej atmosfery na naszym rynku doszły słabsze dane z USA (wskaźnik ISM) i to spowodowało, że bykom puściły nerwy. Sam fixing zabrał 9 pkt.

Ogólny obraz jest zatem mało obiecujący. Wygląda na to, że spadki będą kontynuowane. Wskazuje na to zamknięcie na poziomie minimum. Można wprawdzie upierać się, że nie została pokonana linia trendu wzrostowego, ale to chyba tylko kwestia czasu. Silny spadek przy sporym obrocie nie daje bykom zbyt wielu szans na jej obronę. Przebicie wspomnianej linii będzie potwierdzeniem panowania niedźwiedzi i zasygnalizuje, że krótkie pozycje będą tymi najwłaściwszymi.