- Do Polski płyną pieniądze z innych emerging markets, głównie z Ameryki Południowej. Nasze papiery są ciągle bardzo atrakcyjne, a spodziewanej korekty na rynku ciągle nie widać - twierdzi Zbigniew Jakubowski, zarządzający funduszami w Union Investment TFI. Ceny obligacji rosną w zasadzie nieprzerwanie od drugiej połowy lipca. Wczoraj najchętniej kupowane przez inwestorów zagranicznych pięciolatki zdrożały ze 1042 zł, do 1043 zł.

W opinii Witolda Chuścia, analityka z Banku Handlowego, kapitał, który płynie na nasz rynek, ma w większości charakter krótkoterminowy i pochodzi głównie od zagranicznych banków. - Nie sądzę, aby byli to długoterminowi gracze, tacy jak fundusze emerytalne czy inwestycyjne - mówi W. Chuść.

Na wczorajszej aukcji resort finansów zaoferował obligacje dwuletnie o wartości 2,5 mld zł. Popyt wyniósł 7,4 mld zł i był o 600 mln zł większy niż podczas poprzedniego przetargu (wartość oferty była taka sama). Na rynku pojawiła się plotka, że prawie wszystkie papiery trafiły w ręce jednego inwestora. Analityków najbardziej zaskoczyło wysokie zainteresowanie papierami pięcioletnimi. Na ofertę o wartości 1 mld zł inwestorzy zareagowali popytem równym 6,9 mld zł, dwukrotnie większym niż miesiąc wcześniej (przy takiej samej podaży). - Popyt był o kilka mld zł większy, niż oczekiwaliśmy - mówi Jacek Wiśniewski, szef działu prognoz i analiz w banku Pekao.

Bardzo wysokim zainteresowaniem cieszył się też poniedziałkowy przetarg bonów skarbowych. Popyt wyniósł ponad 4,4 mld zł i ponadpięciokrotnie przewyższył wartość oferty. Po raz ostatni tak wysokim zainteresowaniem nasze bony cieszyły się na początku tego roku.