Nowe założenia do projektu budżetu na 2003 r. zaskoczyły nieco ekonomistów. O ile nikt nie kwestionował obniżki prognozy inflacji średniorocznej z 3 do 2,3%, to już fakt, że do tego wskaźnika nie zostało dostosowane tempo wzrostu płac w budżetówce i emerytur, mocno zaniepokoił analityków. Pod znakiem zapytania bowiem stawia to utrzymanie zasady, iż wydatki nie mogą wzrosnąć o więcej niż inflacja plus 1 pkt. proc. Jeszcze większe zaskoczenie wzbudziło przyjęcie przez rząd prognozy wzrostu PKB w roku przyszłym na poziomie 3,5%. Jest to nie tylko więcej niż planował były minister finansów Marek Belka (3,1%), ale i sporo więcej niż oczekują analitycy.
Za duży ten wzrost
- W kwestii przyszłorocznego wzrostu PKB jesteśmy bardzo ostrożni - powiedział Dariusz Filar, główny ekonomista Pekao SA. - I chociaż sądzimy, że gospodarka będzie się rozwijała nieco dynamiczniej niż w tym roku, jej wzrost wyniesie ok. 2,1% PKB.
Nieco szybszego tempa rozwoju gospodarki oczekuje Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska - jego zdaniem, wyniesie ono ok. 2,5%. A ekonomiści z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych sądzą, że będzie to 2,3% wzrostu PKB w roku przyszłym wobec 1,3% w bieżącym. To prognozy po rewizji, gdyz wcześniej analitycy CASE spdoziewali się 1,8% wzrostu w tym roku i 3,5% w przyszłym.
- Nadal stabilnym czynnikiem wzrostu gospodarczego będzie konsumpcja gospodarstw domowych. Powoli będzie się również odbudowywał popyt inwestycyjny, ale jego istotne przyspieszenie nastąpi dopiero w 2003 r. Zmniejszał będzie się natomiast pozytywny wpływ eksportu na PKB - powiedział Łuksza Radwanowicz z CASE. Jego zdaniem, przyjęte w poniedziałek przez rząd założenie wzrostu gospodarczego w 2003 r. na poziomie 3,5% jest nierealne i nierozsądne.