Ze zdumieniem przeczytałem w "Gazecie Wyborczej" rozmowę z byłym p.o. prezesa Elektrimu, Waldemarem Siwakiem, który stwierdził, że na uratowanie spółki miał świetny pomysł, ale nie zdążył go zrealizować, gdyż został odwołany. Na czym polegał ów genialny plan?
Żeby zapewnić sobie "święty spokój", jak zaznaczył Waldemar Siwak, spółka powinna skupić z rynku 25% własnych obligacji zamiennych. W prospekcie emisyjnym tych papierów zapisano, że każda decyzja obligatariuszy (także dotycząca złożenia wniosku o upadłość) musi być podejmowana przy akceptacji 75% wartości kapitału wszystkich obligatariuszy. Nie dysponując tak dużym pakietem, byliby oni w patowej sytuacji. "Elektrim mógłby więc blokować wszystkie decyzje wierzycieli i trzymać ich w szachu. Wówczas zgodziliby się oni na każdy proponowany układ" - tłumaczy Waldemar Siwak. Obligacje zamierzano skupować z rynku wtórnego od drobnych właścicieli po 80% ich wartości. Pieniądze potrzebne na taką operację (około 120 mln euro) miały pochodzić z kasy Elektrimu. Ponieważ bez zgody nadzorcy sądowego nie można było ich na początku 2002 r. ruszyć (spółka była już wtedy objęta postępowaniem układowym), Waldemar Siwak zatrudnił specjalistę od restrukturyzacji wierzytelności z Londynu, Gary'ego Klescha. Jak przyznaje były szef Elektrimu, Klesch był oficjalnie zatrudniony jako doradca rady nadzorczej, a nieoficjalnie miał przeprowadzać operację skupu obligacji. Po zatwierdzeniu układu z przyciśniętymi do muru obligatariuszami, miał on później odsprzedać papiery Elektrimowi. Plan iście genialny, zabrakło tylko Waldemarowi Siwakowi czasu na jego zrealizowanie.
Skupowanie przez spółkę własnych obligacji na rynku wtórnym nie jest rzeczą nową. Taką operację przeprowadził np. Stalexport. Prawdopodobnie m.in. dzięki temu ruchowi firmie udało się później dogadać z właścicielami reszty papierów dłużnych oraz zawrzeć układ i ostatecznie zredukować zadłużenie. Spółka ta jednak oficjalnie kupowała papiery na rynku wtórnym, co pewien czas podając w komunikatach informacje o wzroście stanu ich posiadania. Przypuszczam, że w przypadku Elektrimu zakładano, że będzie to operacja poufna, gdyż holding nie mógłby jej oficjalnie finansować z własnych środków. Skąd zatem Klesch wziąłby pieniądze na wykup papierów? Czy robiłby to pod zastaw kolejnych aktywów? Czy Elektrim poinformowałby o działaniu w porozumieniu przy wykupie papierów z firmą Klesch?
Gratuluję dobrego samopoczucia Waldemarowi Siwakowi. Chciał on bowiem dobrze, ale nie zdążył, gdyż został w lutym odwołany. Waldemar Siwak nie wspomina tylko o jednej rzeczy. Jego oddelegowanie z rady nadzorczej do pełnienia obowiązków prezesa spółki było kwestionowane przez wiele autorytetów prawnych jako niezgodne z kodeksem spółek handlowych. Co prawda, został on wpisany do rejestru spółki, ale do końca nie było wiadomo, czy podejmowane przez niego decyzje nie zostaną w przyszłości zaskarżone. Dopiero odwołanie p.o. prezesa ostatecznie zakończyło stan prawnej niepewności w Elektrimie związanej z legitymacją władz spółki.