Nie najlepiej zaczęliśmy kolejny tydzień notowań. Po piątkowym wzroście można było oczekiwać choćby próby jego powtórzenia, lecz, niestety, nic takiego nie miało miejsca. Oprócz krótkiej chwili przebudzenia popytu, właściwie cała sesja przebiegła pod rządami niedźwiedzi. Były to jednak rządy dziwne.

Na początku sesji, gdy wszyscy pamiętali jeszcze piątkowy rajd, dało się zauważyć aktywność popytu. Dzięki temu kursy wyszły nad piątkowe zamknięcie i powoli zbliżały się w okolice piątkowego maksimum. Nie udało się jednak bykom go pokonać. Wzrost został zatrzymany na 1084 pkt. Od tej chwili kontrolę nad rynkiem przejęła podaż i ceny powoli zaczęły spadać. Właściwie do końca sesji ta sytuacja się nie zmieniła. Trzeba jednak zauważyć, że podaż dominowała jakby za przyzwoleniem popytu. Jest to dobrze widoczne zwłaszcza na rynku kasowym. Tam spadek dokonał się przy bardzo małym obrocie. Można sądzić, że popyt celowo nie wykazywał chęci do walki, cofając się na z góry upatrzone pozycje. Podaż, mimo że niezbyt wielka, zbijała ceny.

W wyniku tego mamy dość ciekawą sytuację. Na wykresach padły niemiłe dla posiadaczy długich pozycji sygnały, ale nie zostały one potwierdzone przez obrót. To zdecydowanie ogranicza ich negatywną wymowę i każe z dystansem podchodzić do wczorajszych oznak osłabienia.

Na dzisiejszą sesję można przyjąć strategię wyczekującą. Padły wprawdzie wsparcia, ale nie były one kluczowe. Te ważniejsze są jeszcze pod nami (1047 pkt. na kontraktach i 1065 pkt. na indeksie). Póki bykom udaje się ich bronić, można wnioskować, że obecny średnioterminowy trend boczny będzie trwał. Skuteczny atak podaży na wspomniane wsparcia będzie sygnałem wyjścia z konsolidacji dołem i początkiem nowej fali spadków.