Nie jest to zysk, który rekompensowałby wcześniej poniesione straty, ale przy korzyściach płynących z eksploatacji innych złóż w pobliżu będzie to atrakcyjne przedsięwzięcie? - powiedział PAP w czwartkowym wywiadzie Stanisław Speczik. W czwartek w rozmowie z TVN 24 prezes KGHM powiedział, że inwestycje w Kongo mogą pochłonąć 5-6 mln dolarów. "Co wobec wartości metalu na hałdzie, rzędu 20 mln USD, i jeszcze nie wydobytych milionów dolarów w złożu, już gwarantuje opłacalność projektu na dzisiaj" - powiedział Speczik. Zdaniem Speczika, gdyby inwestycji celowo nie wstrzymywano, przyniosłaby ona spodziewane zyski. Według niego czwartkowy artykuł "Kongijska gorączka" zamieszczony w "Rzeczpospolitej" i opisujący straty, jakie poniósł KGHM w Afryce, zawiera nieprawdziwe informacje. "Rzeczpospolita" napisała, że prezesi spółki, którzy kierowali nią od początku 1999 roku, ukrywali oszustwo pośrednika w kongijskiej inwestycji, spółki Colmet. "Oprócz sugestii, że nie potrafiłem rozróżnić rodzaju złoża podczas pobytu w Kongo, stwierdza się, że jako wiceszef rady nadzorczej zatwierdzałem umowy ze spółką Colmet, która pośredniczyła w transakcji uzyskania praw do złoża między Polską Miedzią, a stroną kongijską. To również nieprawda. Wtedy nawet nie wiedziałem o istnieniu firmy Colmet. Umowa nie podlegała ocenie rady nadzorczej, która zgodnie ze swoimi kompetencjami zaakceptowała projekt inwestycji w afrykańskie złoże, uznając go za dobrze przygotowany" - powiedział prezes. Dodał, że po nieprawdziwych informacjach zawartych w publikacji, której autor podważa jego fachowość i kompetencje rozważy wystąpienie przeciw niemu na drogę sądową. Speczik nie zgodził się także z zarzutem, że odmowa NIK prawa do skontrolowania dokumentów KGHM wynikała z chęci uniemożliwienia zbadania inwestycji spółki w Kongu. "Na życzenie prokuratury przekazaliśmy wszystkie dokumenty, które dotyczyły tej sprawy łącznie z dwustustronicowym raportem, który na mój wniosek przygotował specjalnie powołany zespół. Prokuratura po zbadaniu kongijskiej inwestycji, w tym umowy podpisanej z pośrednikiem umorzyła śledztwo uzasadniając, że był to eksperyment gospodarczy w ramach dopuszczalnego ryzyka" - powiedział prezes KGHM. Dodał, że informacja o podpisaniu ze spółką Colmet porozumienia, które wzajemnie niweluje zobowiązania obu stron jest jawna i umieszczono ją w giełdowym raporcie. Zdaniem prezesa Polskiej Miedzi, podobne firmy na świecie, przeznaczają na poszukiwania nowych złóż minimum 50 mln USD rocznie. "W naszej branży jeden projekt na dziesięć kończy się pozytywnym rezultatem. Są dwie strategie. Bogatsze firmy stać na kupno odkrytych i udokumentowanych złóż, inne same prowadzą prace poszukiwacze. Przeciętny projekt rozpoznawczy kosztuje jednak od 50 do 100 mln zł, a ryzyko niepowodzenia prac geologicznych jest wysokie" - powiedział Speczik. KGHM Polska Miedź SA rozpoczęło inwestycje w Afryce w 1997 roku. Kontrakt na wydobycie rudy ze złoża Kimpe, jej przerobienie i sprzedaż uzyskanego produktu, zawarto z kongijską spółką Sodimico, przez pośrednika, spółkę Colmet International. Działalności górniczej zaprzestano w 1999 roku wraz z odejściem zarządu kierowanego przez Stanisława Siewierskiego. W 1999 roku straty poniesione z tytułu inwestycji w Kongu obciążyły wynik spółki kwotą 153 mln zł. Rezerwę taką utworzył zarząd kierowany przez Mariana Krzemińskiego. W pierwszym półroczu 2002 roku KGHM poniósł 63,81 mln zł skonsolidowanej straty w porównaniu do 14,6 mln zł zysku w I półroczu 2001. W tym samym okresie spółka osiągnęła 102,7 mln zł zysku wobec zysku 56,6 mln zł w I półroczu 2001. Mirosława Szczecińska (PAP)