"Jeżeli negocjacje zakończą się sukcesem, przystąpimy do rozmowy z rządem kongijskim na temat dodatkowych złóż" -powiedział Speczik. Dodał, że wyklucza powrót do Konga, jeżeli prokuratura wznowi śledztwo w sprawie tej inwestycji. "Tego typu śledztwo trwałoby około dwóch lat, a przez ten czas KGHM musiałby ponosić koszty przestoju związane z utrzymywaniem tam sprzętu. To zwyczajnie stanie się nieopłacalne" - powiedział Speczik. Dodał, że po likwidacji roszczeń w ramach porozumienia z Colmetem, pozostaje właśnie kwestia uregulowania umów z Sodimico. "Chodzi m.in. o określenie charakteru wzajemnej współpracy. Nie chcemy dalej działać z Colmetem, ale chcemy tam funkcjonować jako niezależny operator" - powiedział Speczik. Według prezesa KGHM przygotowany jest na dwie opcje. Pierwsza to wycofanie z Konga i likwidacja działającej tam spółki S.P.R.L. Congo. "Przy zminimalizowaniu strat należy brać pod uwagę, że sama hałda z rudą warta jest ok. 20 mln USD" - powiedział prezes. Druga możliwość to kontynuowanie inwestycji, przy zaangażowaniu 5-10 mln USD, zależnie od skali i oczekiwanych zysków. Według prezesa, aby przerabiać złoże w Kimpe KGHM potrzebuje instalacji hydrometalurgicznej o wydajności około 100tys. ton rudy rocznie, która kosztowałaby 5-6 mln USD. Władze KGHM podkreślają, że posiadają umożliwiające budowę instalacji technologie. "Pojawiła się natomiast propozycja przejęcia drugiego podobnego do Kimpe złoża, gdzie ilość rudy do przerobienia szacuje się na 150-200 tys. ton. Jest pytanie, czy zbudować małą instalację, czy od razu większą, której koszt to 9-10 mln USD" -powiedział prezes. Podczas konferencji prasowej Stanisław Siewierski, obecny I wiceprezes KGHM Polska Miedź SA, który kierował zarządem koncernu w czasie, gdy została podjęta decyzja o inwestycji w Afryce, argumentował, że zakup praw do eksploatacji złoża Kimpe był uzasadniony ekonomicznie. "Ceny kobaltu, który oprócz miedzi, zawarty jest w tym złożu, wahały się wtedy w gracach 30-40 tys. USD za tonę. Żaden analityk nie przewidywał spadku poniżej 30 tys. USD, podczas gdy koszt produkcji w najmniej optymistycznym scenariuszu sięgał 15tys. USD za tonę" - mówił Siewierski. Pytany o wybór tego złoża powiedział, że było wtedy wiele innych możliwości. Kimpe zostało wybrane jako jedno z 90 złóż, rozpoznanych przez misję KGHM w Afryce. "Inne wymagały jednak znacznie większych nakładów, amy nie chcieliśmy ryzykować. Były to inwestycje rzędu 250 do 700mln USD. Nie zamierzaliśmy kończyć pobytu we Afryce na tym złożu, miało być ono jedynie próbą m.in. wykorzystania na atrakcyjnym złożu metody hydrometalurgicznej, która jest znacznie tańsza od tradycyjnych metod ogniowych "powiedział Siewierski. Według obecnego zarządu KGHM straty w Kongu to w dużej mierze wynik zaniechań poprzedniego zarządu, kierowanego przez Mariana Krzmieńskiego. "Dwa i pół roku stracono, narażając przez ten czas spółkę na straty w wysokości 7 mln zł rocznie" - powiedział Speczik. "Gdybyśmy teraz rozpoczęli przedsięwzięcie eksploatacji rudy na złożu Kimpe, byłyby to projekt opłacalny, ale my chcemy odrobić poniesione w Afryce straty" - dodał.(PAP)