To była nieoficjalna, ale smutna i pouczająca rozmowa. - Macie wiele fajnych firm.
Macie tylu fajnych ludzi. Ale liderów politycznych macie fatalnych. To straszne co oni wyprawiają - do tego mniej więcej sprowadzały się tezy mojego rozmówcy, który Polakiem nie jest, ale Polskę zna i to całkiem nieźle. Bo żyje z pisania o Polsce. Generalnie zgadzam się z nim (poza zbyt optymistycznym stwierdzeniem o "fajnych firmach"...). Cholernie mnie owa ocena zmartwiła, bo tylko utwierdziła w przekonaniu, że w państwie niezupełnie duńskim źle się dzieje.
W mediach często można spotkać dumnie brzmiący slogan: "elity polityczne". Ludzie kochani, jakie "elity" i jakie "polityczne"? Przecież spora część kolesiostwa, lansowanego siłą rzeczy przez media, właśnie nie ma nic wspólnego z żadnymi elitami ani z prawdziwą polityką. Choć z drugiej strony, może się czepiam? Wszak te "elity" są niestety odbiciem poziomu elektoratu. A jeśli tak, to oczywiście strach myśleć o poziomie owego elektoratu. Zresztą po co myśleć - wystarczy przejść się ulicą. Nie tą reprezentacyjną. Popatrzcie sobie na te twarzyczki liczne - pięknie rumiane, inteligencją ani myślą wolną nieskażone. Na ten chód nieco chwiejny. I te jabole w dłoni. Hm, właściwie to cud, że takie elity mamy. Bo elektoracik, jakby się postarał, to jeszcze lepsze oryginały, by nam na "salony" wprowadził...
Tak się zastanawiam, czy jest szansa na wyrwanie się z tej bezsensownej sytuacji, w której - jako obywatel - muszę wstydzić się, że jakiś typek występuje w moim imieniu na rozmaitych forach. I straszy swoją głupotą w telewizji. A co gorsza, bredzeniem potrafi porwać tłumy. Które zdecydowanie przedkładają urojenia nad zdrowy rozsądek.
Myślicie Państwo, że jakość - za przeproszeniem - elit nie ma nic wspólnego z rynkiem? Przykro mi, ale ma. Ktoś stanowi prawo. Ktoś uchwala głupoty. Ktoś w końcu robi nam wszystkim kuku, reprezentując Polskę. O zgrozo, towarzystwo to wcale nie musi daleko z Polski wyjeżdżać, żeby nam przynieść totalny wstyd. Mamy sporo ekspatów. Są turyści. Są delegacje biznesowe. No i są korespondenci oraz analitycy, którzy patrzą i pewnie ryczą ze śmiechu. A mi do śmiechu jakoś niespecjalnie. Bo jak widzą, tak piszą. A jak piszą, tak potem inwestują. Albo raczej nie inwestują. I - szczerze mówiąc - mają dużo racji.