Spółki płacą teraz więcej za bardziej staranne sprawdzanie ich ksiąg, by prezesi mogli odpowiednim certyfikatem zaopatrzyć raporty finansowe. Wymaga tego od nich nowa ustawa, podpisana w lipcu przez prezydenta Busha. A poza tym po aferze Enrona została podzielona firma Arthur Andersen i z "wielkiej piątki" audytorów została "wielka czwórka". Oznacza to, że firmy, które muszą dokonać u siebie kompleksowego badania ksiąg, mają teraz mniejszy wybór. A mniejsza konkurencja zazwyczaj prowadzi do podwyżki cen.
Opłaty za audyt rosną więc w niecały rok po tym, jak profesja rachmistrzów doznała kompromitacji, nie mogąc wykryć nieprawidłowości w księgowości Enronu, WorldComu, Adelphii, Xeroxa i innych wielkich firm.
Były szef Rezerwy Federalnej Paul Volcker zwraca przy tym uwagę, że firmy księgowe nie mogą zbyt dużo wymagać od prezesów spółek w kwestiach rachunkowości, bo nie chcą tracić kontraktów z zakresu konsultingu, na przykład, za doradztwo podatkowe czy projektowanie systemów informacji finansowej. Audyt, który kiedyś był podstawową działalnością firm księgowych, teraz staje się drugoplanowym zajęciem - ostrzegał Volcker jeszcze w marcu.
10 spółek o największych przychodach z indeksu Standard & Poor's 500, w tym General Electric, Microsoft i Wal-Mart Stores, płaciło w ub.r. średnio 14,9 mln USD za audyt i 38,2 mln USD za konsulting.
Firmy księgowe mogą stracić przychody z usług konsultingowych w wyniku przyjętych w lipcu przepisów, zwanych ustawą Sarbanesa-Oxleya. Dokument ten, nazwany tak od nazwisk jej projektodawców - demokratycznego senatora z Maryland Paula Sarbanesa i republikańskiego deputowanego z Ohio Michaela Oxleya - zakazuje bowiem firmom jednoczesnego przeprowadzania audytu w spółce i świadczenia jej dziewięciu rodzajów usług konsultingowych. Nakłada też na prezesów obowiązek posiadania zgody rady nadzorczej na zatrudnienie firmy księgowej do zadań nie związanych z rachunkowością.