Nie znaczy to, że z ostatniej zwyżki posiadacze akcji nie odnieśli żadnych pożytków, poza oczywistym wzrostem wartości aktywów. Na pewno załamała się kreślona przez ponad dwa miesiące głowa z ramionami. Naturalną konsekwencją wybicia w dół z tej formacji (1040 pkt.) byłby spadek wartości WIG20 poniżej 1 tys. punktów. Październikowy zryw byków taki scenariusz odsunął w czasie. Nie ulega też wątpliwości, że w krótkim terminie mamy trend wzrostowy. Wartość WIG20 jest blisko dwumiesięcznego maksimum.
Trend średnioterminowy od końca lipca jest boczny. Dolną jego granicę wyznacza wspomniane już 1040 pkt., górnym ograniczeniem jest 1162 pkt. Przekroczenie drugiej z tych wartości będzie sygnałem kupna, po którym WIG20 powinien osiągnąć 1300 punktów. Tylko czy kupujących stać na doprowadzenie do wybicia?
Ostatnie sesje pokazują, że mogą być z tym kłopoty. Indeks dwukrotnie w ostatnim tygodniu istotnie spadł w trakcie notowań. Najpierw w poniedziałek, z 1147 do 1136 pkt., i znacznie dotkliwiej w środę, z 1165 do 1148 pkt. To pewnie zbyt kruche przesłanki, żeby pozbywać się akcji - układ szczytów i dołków na wykresie indeksu jest przecież charakterystyczny dla trendu wzrostowego. Sytuacja ta zmieni się dopiero, kiedy WIG20 zamknie sesję poniżej 1121 pkt.
Korzystnie dla byków prezentuje się wskaźnik MACD, który znajduje się ponad poziomem równowagi i ponad swoją średnią. Wykres oscylatora wygląda podobnie jak w czerwcu tego roku. Wtedy również przez długi czas utrzymywał się poniżej linii 0, żeby następnie gwałtownym wzrostem zachęcić do kupowania akcji. Niestety, sygnał kupna okazał się fałszywy, a niedługo po nim WIG20 rozpoczął silną falę spadkową. Na razie szczyt na wykresie wskaźnika wypada niemal dokładnie w tym samym miejscu co przed ponad czterema miesiącami.
Banki mają się dobrze?