Do Kopenhagi leci Pan po to, by spotkać się z przywódcami krajów kandydujących do Unii Europejskiej. Dzisiaj (poniedziałek - red.) jest taki szczyt w stolicy Danii.
Dzisiaj jest spotkanie szefów rządów krajów kandydujących. Usłyszymy od pana premiera Rasmusena informacje o przebiegu szczytu, który zakończył się parę dni temu, i będziemy rozmawiać o tym, co dalej. Mamy ponad czterdzieści dni na negocjacje. To będą twarde, trudne negocjacje, bo dotyczyć będą pieniędzy, a o pieniądzach zawsze się dyskutuje trudno.
To dużo czy mało - czterdzieści dni - w tej sytuacji?
Wystarczy, dlatego że wiele rzeczy przecież było znanych wcześniej. Mnie bardzo cieszy fakt, że wbrew wcześniejszym przypuszczeniom szefowie "Piętnastki" ustalili stanowisko. Najgroźniejszy wariant bowiem byłby taki: (...) "Piętnastka" nie porozumiała się. Gdyby negocjacje zostały odłożone i kraje aspirujące otrzymałyby ofertę trudną do przyjęcia: "Przyjedźcie 11 czy 12 grudnia, zaprezentujemy wam nasze stanowisko i macie do wyboru albo go przyjąć, albo go odrzucić. Ale jak go odrzucicie, to nie wejdziecie do Unii". To stawiałoby kraje aspirujące pod ścianą i dla Polski byłoby to nie do przyjęcia (...).
Panie premierze, wspomniał Pan o pieniądzach, o środkach finansowych dla nowych członków. Dowiadujemy się, że tych pieniędzy będzie, niestety, mniej. Na przykład na fundusze strukturalne w latach 2004-2006 ma być przeznaczona kwota 23 mld euro. To jest 1,6 mld mniej niż wcześniej proponowała Komisja Europejska. Polsce może przypaść z tego 12,4 mld euro. Niestety, o 1,4 mld mniej niż we wspomnianej propozycji Komisji Europejskiej.