Wczorajsza sesja nie należała do zbyt porywających. Coś działo się jedynie w okolicy 1179 pkt., czyli na poziomie szczytu z sierpnia br. Na rynku panowała mała dezorientacja graczy, co do przyszłego kierunku ruchu.

Spokój na sesji nie został zakłócony nawet przez słabsze dane z USA, opublikowane o 14.30 i 16.00. Tuż po południu miało miejsce ujawnienie wstępnych danych dotyczących dynamiki PKB USA w III kw. br. Dane okazały się słabsze od prognoz. Mimo to, po krótkim spadku, ceny powróciły na poziomy sprzed publikacji. Przyczyną zignorowania złej wiadomości było zachowanie kontraktów terminowych na indeksy w USA. Tam obecnie panuje swoista logika, że im dane będą słabsze, tym lepiej, gdyż zwiększa to szansę na kolejną obniżkę stóp procentowych w przyszłym tygodniu. Ta sama "filozofia" sprawiła, że o 16.00 po kolejnej porcji słabych danych indeksy w Stanach, po chwili wahania, zaczęły wzrastać.

Amerykańskie ślepe przywiązanie do obniżek stóp po części udzieliło się także i naszym graczom. Reagowali oni tak samo, jak ich amerykańscy koledzy, nawet w chwili, gdy NBP publikował nieco słabsze dane dotyczące wysokości deficytu obrotów bieżących - w czasie kończącego fixingu ceny wzrosły o 3 pkt.

Zapominając o tych paradoksach i patrząc na rynek czystko "technicznie", można stwierdzić, że mamy za sobą sesję, składającą się na trwającą od wtorku korektę. Mamy nadal trend wzrostowy. Nie padły żadne sygnały skłaniające do zmiany zdania w tym temacie. Można zatem przypuszczać, że w najbliższym czasie będziemy mieli do czynienia z jego kontynuacją. Nad zamknięciem krótkoterminowych długich pozycji można pomyśleć dopiero, gdyby doszło do powrotu wykresu do kanału wzrostowego. W średnim terminie wsparciem jest konsolidacja z poprzedniego tygodnia.