Jeśli obiecujemy gruszki na wierzbie, to znaczy, że one tam wyrosną - zapewniał swego czasu jeden z naszych czołowych polityków. Wiara w cudowną moc genetyki zatacza coraz szersze kręgi. Niestety, swych wyznawców znajduje również wśród ludzi, których decyzje wpływają na procesy ekonomiczne (zarówno te w skali makro, jak i na poziomie poszczególnych przedsiębiorstw).
Choć sekta wyznawców teorii o gruszkach na wierzbie ma już swoją długą historię, to właśnie wspomniany już polityk przed wyborami parlamentarnymi jako pierwszy odważył się tak jasno zadeklarować swe poglądy. Jej wyznawcy jednak wcześniej nie próżnowali. Warto choćby przypomnieć, że ktoś kiedyś obiecywał nam już 100 mln zł na łebka. Niestety, było to przed denominacją, co oznacza, że w obowiązującej dzisiaj walucie dostalibyśmy zaledwie 10 tys. zł. No, ale cóż lepsze 10 tys. zł w garści niż gruszka na wierzbie. Chcąc uniknąć zarzutów o stronnicze wybieranie członków sekty, przypomnę też wypowiedź innego polityka, który obiecywał tanie mieszkania dla ludzi młodych. Definicja pojęcia "człowiek młody" nie została co prawda sprecyzowana, jednak nie przypominam sobie, by ktokolwiek oferował mi tanie lokum, a staro czuję się tylko czasami.
O ile jestem jeszcze w stanie pogodzić się z myślą, że nie dostałem mieszkania i 10 tys. zł na dobry początek, to znacznie gorzej może wyglądać sprawa w przypadku polskich przedsiębiorców, którzy też wierzyli w różne obietnice (czasami wręcz formalne, pisemne umowy). Przypuszczam, że oni działalności sekty nie traktują z przymrużeniem oka. Notoryczne grzebanie w systemie podatkowym, którego ostatnim przejawem było odejście od obiecanej obniżki podatku CIT do 24%, może, delikatnie mówiąc, wywoływać nastrój niepewności, jeśli chodzi o makroekonomiczne otoczenie firm.
Znacznie bardziej dosadnie, jak mi się wydaje, swe nastroje wyraziliby alternatywni operatorzy telefonii stacjonarnej, którzy dziesięć lat temu uwierzyli w rządowe zapewnienie o liberalizacji naszego rynku. Za możliwość świadczenia usług nałożono na nich łączne opłaty wynoszące niemal 1 mld euro. W zamian za to obiecano im jednak określony kształt rynku - duopol na poszczególnych jego obszarach. Z punktu widzenia przeciętnego Polaka był to oczywiście zapis szkodliwy, jednak umowa jest umową. Gdy pojawiły się inne pomysły na liberalizację działalności telekomunikacyjnej, dotychczasowym operatorom powiedziano, że zapłacili za... gruszki na wierzbie. No, ale cóż, nikt nie jest doskonały, a świat musi iść do przodu.
Sekta działa, niestety, również na naszym rodzimym podwórku, czyli GPW. Niezrealizowane prognozy, niezdobyte udziały w rynku, wsteczne korygowanie wyników finansowych, to przecież nic innego, jak dowód na to, że jej obecność na warszawskiej giełdzie jest silna. Jak długo będziemy jeszcze słuchać, jak przedstawiciele jednej z największych spółek na parkiecie zapewniają, że już prawie znaleźli inwestora dla swej firmy zależnej (działającej zresztą w branży telekomunikacyjnej - czyżby sprawdzała się teoria naczyń połączonych?).