W czasie wczorajszej sesji mieliśmy sporo atrakcji. Skupiały się one głównie na sferze makroekonomii, ale miały bezpośredni wpływ na bieżące notowania.

Już początek notowań był interesujący. Wtedy to bowiem daliśmy wyraz naszej opinii na temat cięcia stóp w USA oraz reakcji tamtejszych inwestorów na tę decyzję FOMC. Wzrost o 3 pkt. w stosunku do poprzedniego, panicznego niemal, zamknięcia nie można było uznać za zbyt przychylny. Widać wyraźnie, że polscy gracze z dużą rezerwą podchodzą do zbawczej mocy obniżek. Przez dłuższy czas po rozpoczęciu notowań rynek nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów, czekając na decyzje o wysokości stóp, które miały być podjęte przez przedstawicieli europejskich banków centralnych. Obniżka w USA dawała nadzieję na podobny ruch w Europie. Stało się inaczej, co szybko zostało odzwierciedlone w kursach na rynkach europejskich. U nas było nieco spokojniej, ale też dało się zauważyć rozczarowanie.

Kontrakty odnotowały minimum na 1136 pkt. To tylko 2 pkt. nad poziomem wsparcia, jakim jest minimum konsolidacji sprzed dwóch tygodni. Na tym poziomie zebrało się wielu chętnych do kupna. Mimo to, kursy nie chciały rosnąć. Podaż była na tyle silna, że nie dopuściła do odbicia w górę. Może to wprowadzić pewne wątpliwości co do kondycji popytu. Środowy spadek był oczywiście tego wyrazem. Jednak wczoraj była szansa, by obraz popytu poprawić. Nie udało się - pogłębiliśmy zniżkę.

Mamy więc za sobą czwartą z kolei czarną świecę. Taka sytuacja zdarza się stosunkowo rzadko w trendzie wzrostowym, a w średnim terminie jeszcze o takim możemy mówić. Można przypuszczać, że fakt obrony wsparcia spowoduje, że popyt stanie się bardziej aktywny i rynek zdobędzie się na odbicie do okolic 1165 pkt. Zejście pod 1134 pkt. mogłoby bowiem skutkować spadkami nawet do 1105 pkt.