Sesja z 13 listopada nawet dla przesądnych nie okazała się pechowa. Rzec by się chciało, że była przeciętna i szara, jak jesień za oknami.

Obroty na poziomie 4632 MWh powodują, że te notowania nie odbiegały znacząco od średniego poziomu obrotów, jaki ukształtował się dla dni roboczych od początku września, tj. 4589 MWh. Co prawda, daje się zaobserwować powolny wzrost cen, jednak trudno z całą stanowczością wyrokować, jak zakończy się miesiąc. W porównaniu z sesją wczorajszą cena średnioważona zmieniła się ze 117,24 zł/MWh na 117,87 zł/MWh. Najwyższa dobowa cena - 130 zł/MWh - ukształtowała się w 13. i 14. godzinie przy obrotach odpowiednio 174 i 258 MWh.

Daleko więc cenom do poziomu około 170 zł/MWh, jaki osiągały jeszcze w październiku w godzinach szczytowych. Interesujące jest natomiast to, że ceny energii między 1.00 a 7.00 rano osiągają nie notowany zbyt często w tych godzinach poziom około 115 zł/MWh.

Zjawisko takie może być spowodowane różnymi czynnikami. Przede wszystkim, złe doświadczenia, jakie były udziałem uczestników rynku energii w październiku, zmobilizowały przynajmniej część z nich do zoptymalizowania prognoz zapotrzebowania oraz, w celu zabezpieczenia przed wysokimi cenami, dopasowania ilości energii w zawartych umowach. Nie można również wykluczyć zachowania czysto spekulacyjnego i świadomego zawarcia przewymiarowanych kontraktów w oczekiwaniu na szybki zysk.

Wydaje się, że stosunkowo wysokie temperatury krzyżują szyki i jednym, i drugim. Z jednej strony, niższe od spodziewanego zapotrzebowanie burzy nawet najbardziej rzetelne prognozy, z drugiej rujnuje strategię spekulacyjną. Nadmiar energii, głównie w godzinach szczytu europejskiego, powoduje, że dotychczasowy poziom cen giełdowych jest niższy od spodziewanego.