Bank czyni więc starania, by znaleźć chętnych do wynajęcia zajmowanego teraz biurowca Boadgate w londyńskim City, zanim w przyszłym roku przeprowadzi się do kończonego właśnie 30-piętrowego wieżowca w dzielnicy Docklands, we wschodnim Londynie. W ciągu pięciu miesięcy Lehman zdołał wydzierżawić jedynie 100 tys. stóp kwadratowych, a więc niecałe 10 tys. m2 i zostało mu jeszcze trzy razy tyle.

Citigroup, Goldman Sachs i inne wielkie amerykańskie banki też usiłują pozbyć się zbędnej powierzchni biurowej, którą wynajęto lub zbudowano w czasie giełdowej hossy. Ta nadmierna podaż sprawiła, że ceny wynajmu spadły w tym roku o 15%, a agenci nieruchomości spodziewają się ich obniżenia o dalsze 15% w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Wszystkie banki robią więc, co mogą, by znaleźć lokatorów zanim konkurenci przebiją ich ofertę.

W londyńskim City, głównym ośrodku finansowym Europy, wielkość niewykorzystanej powierzchni biurowej podwoiła się w tym roku i sięga 11,5% wszystkich biur w tej dzielnicy. Już na początku przyszłego roku ten udział pustych lokali może sięgnąć 14%, a więc prawie 900 tys. m2. Na takiej powierzchni mogłoby pracować ponad 50 tysięcy ludzi. Przy zachowaniu standardu obowiązującego w takich firmach, a więc 16,5 m2 na zatrudnionego.

Ale przynajmniej w najbliższym czasie nie będzie, bo banki i inne instytucje finansowe zwalniają zamiast zatrudniać, jak kiedyś. Sam Lehman i tylko w Londynie w 2000 r. przyjął do pracy ponad 1000 osób. A w latach 1992-2000 zatrudnienie w City wzrosło o 53%.

Do połowy przyszłego roku firmy świadczące usługi finansowe zwolnią prawie 21 tys. pracowników, a więc 6% z 334 tysięcy, których zatrudniały w okresie boomu.