Z informacji PARKIETU wynika, że amerykańska firma G-Tech proponuje najwyższą cenę ze wszystkich podmiotów zainteresowanych spółką. Średnia wartość ofert złożonych w przetargu na sprzedaż PolCardu wynosi bowiem około 70 mln dolarów (280 mln zł).
Mimo że G-Tech daje najwięcej pieniędzy, to jego oferta zawiera szereg warunków. Wśród nich znajdują się także wymagania dotyczące osiągania przez spółkę w przyszłości określonych w umowie wskaźników finansowych. Niewykluczone że w związku z tym część kwoty ze sprzedaży akcji trafi na jakiś czas na rachunek powierniczy, z którego inwestor odzyskałby część środków, jeśli PolCard nie spełniłby jego oczekiwań. To wszystko sprawia, że sprzedaż akcji G-Techowi nie jest do końca przesądzona.
Z informacji PARKIETU wynika także, że do sprzedaży akcji PolCardu może dojść dopiero w przyszłym roku. Wcześniej inwestor musi uzyskać wymagane zgody polskich władz, m.in. Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Nadziei na sfinalizowanie tej transakcji nie traci jednak Maria Wiśniewska, prezes Pekao, która w poniedziałek podtrzymała prognozę zysku netto w wysokości 1 mld zł. Aby ją zrealizować w IV kwartale, bank musi zarobić na czysto około 500 mln zł. Osiągnięcie takiego wyniku umożliwią dodatkowe zyski z transakcji jednorazowych - w tym sprzedaży akcji PolCardu.
Pekao jest największym udziałowcem tej firmy. Posiada bowiem prawie 30% akcji PolCardu i z ich sprzedaży może otrzymać nawet 143 mln zł. Wartość bilansowa tych walorów posiadana przez Pekao wynosi 2,4 mln zł.