Rząd przyjął wczoraj projekt nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Nowelizacja zakłada zmianę sposobu corocznej rewaloryzacji rent i emerytur. Obecnie jej wysokość wylicza się na podstawie prognoz dotyczących inflacji i wzrostu płac w roku, w którym rewaloryzacja ma się odbywać. Wskaźnik wzrostu świadczeń będzie powstawał poprzez zsumowanie inflacji oraz jednej piątej poziomu wzrostu wynagrodzeń w roku poprzedzającym rewaloryzację.
- Dane te Główny Urząd Statystyczny podaje co roku na początku lutego. Wobec tego już w lutym będziemy wiedzieć, o ile wzrosną emerytury i renty w danym roku - powiedział Krzysztof Pater, wiceminister pracy i polityki społecznej. Jego zdaniem nowe warunki są wygodniejsze i bardziej zrozumiałe dla rencistów i emerytów, niż te obowiązujące obecnie. Nie będzie też konieczności rekompensowania świadczeń w sytuacji, gdy np. prognozy inflacyjne nie sprawdzą się. Jest też pole do większej podwyżki, jeżeli pozwoli na to sytuacja budżetu, bowiem ustawa reguluje tylko sposób wyliczenia minimalnego wskaźnika rewaloryzacji.
Nowelizacja zakłada także, że renty i emerytury będą wzrastały co roku w marcu, a nie jak jest to obecnie, w czerwcu. Poza tym dopuszczalna jest druga rewaloryzacja, jeżeli w ciągu pierwszych sześciu miesięcy danego roku inflacja przekroczy 5%. - To zabezpieczenie na wypadek nagłego i dużego wzrostu cen. Nie chcemy, aby emeryci i renciści czekali w takiej sytuacji na podwyżkę aż do marca następnego roku - powiedział K. Pater.
Nowelizacja przewiduje także zabezpieczenie na wypadek ujemnych wskaźników inflacji i wzrostu płac. - Gdyby się zdarzyło, że będzie deflacja, a płace nie wzrosną, rewaloryzacji po prostu nie będzie. Ustawa nie przewiduje natomiast możliwości obniżenia rent i emerytur - uważa wiceminister pracy.