Amerykańskie władze federalne, które aresztowały Ballowa, twierdzą, że w celu wyłudzenia pieniędzy tworzył on fikcyjne firmy zarówno w USA, jak i poza granicami kraju. Potem za pośrednictwem już istniejących spółek przekonywał domy maklerskie do finansowania zakupu akcji nieistniejących podmiotów. Prawnicy Ballowa stanowczo zaprzeczają, jakoby ich klient złamał prawo. Udowodnienie mu winy rzeczywiście nie będzie rzeczą łatwą. Nazwisko oskarżonego nie pojawia się w dokumentach żadnej z fikcyjnych spółek. Szefami nieistniejących korporacji byli członkowie rodziny Ballowa, jego znajomi i przyjaciele, a nawet jego mechanik i strażnik jachtu kupionego za wyprane pieniądze. Władze jednak twierdzą, że strumień wyłudzonej gotówki płynął tylko w jednym kierunku - do kieszeni Ballowa.
Według prokuratury, jego ofiarami padły duże domy maklerskie. Paradise Valley Securities i BT Alex Brown straciły łącznie 2,3 mln USD. Z Midwest Discount Brokers wyłudzono 1,9 mln USD. Nawet Salomon Smith Barney oszacował swoje straty na 800 tys. USD. Przegranie sprawy może się zakończyć dla Ballowa kilkuletnim więzieniem. Rozwiązał on już polubownie cywilne oskarżenie wytoczone przez dwóch biznesmenów. W ubiegłym roku ława przysięgłych przyznała im aż 8,5 mln USD odszkodowania, ale w wyniku negocjacji zmniejszono kwotę do 2,6 mln USD. Ballowa czeka jeszcze inny proces cywilny, wytoczony z kolei przez komisję papierów wartościowych i giełd (SEC). Komisja domaga się od przedsiębiorczego Teksańczyka zwrotu 1,4 mln USD, jakie zarobił na nielegalnych operacjach.