Reklama

Walczyć do upadłego

Publikacja: 04.12.2002 08:39

Jolanta Pieńkowska: Im bliżej szczytu w Kopenhadze, tym więcej zagranicznych podróży naszych polityków, jeździ i prezydent, i premier, czy to jest sztuka dla sztuki, by pokazać, że walczymy do ostatniej chwili, czy rzeczywiście takie rozmowy ostatniej szansy, które co mogą zmienić?

Jan Nowak-Jeziorański: Nie, wydaje mi się, że to jest walka, że nie można walczyć bez spotkań, bez rozmów, tutaj ta pewna ruchliwość jest symptomem walczenia do upadłego o dobre warunki.

Ostatnie dni to walka o lepsze warunki dla rolników, czy nie ma pan wrażenia, że ta ostatnia faza negocjacji to jest patrzenie na nasze wejście do Unii tylko przez interes rolników.

Obawiam się, że szansa historyczna, jaką jest otwarcie największego rynku na świecie jest redukowana do sprawy dopłat. W tym widzę przejaw podejścia czysto klasowego z zepchnięciem na plan drugi interesu ogólnego, ale obawiam się, że jeśli Polska by nie została przyjęta do Unii, to właśnie rolnicy na tym najbardziej stracą, a stracą to, co ta Unia najbardziej ofiarowuje.

A jak odbiera pan stanowisko PSL, które będąc w rządzie mówi, że swe poparcie dla naszego wejścia do Unii najbardziej uzależnia od warunków dla rolników i jak uzna, że te warunki są złe, to będzie nawoływał rolników, by nie poparli referendum.

Reklama
Reklama

To tak, jakby ktoś powiedział - wolę nic, niż półtora miliarda euro, bo gdyby referendum odrzucono, to nic nie dostaną. Jednak Unia gotowa jest dać, a to nie byle co jest, więc to stanowisko jest irracjonalne, w gruncie rzeczy sprzeczne z interesami rolników.

Ale wicemarszałek Wojciechowski mówił, że też jest tak, że Unii nie stać na poszerzenie bez Polski.

Wicemarszałek Wojciechowski myli się, w gruncie rzeczy jest to ogromna niechęć dzielenia się korzyściami, zyskami, ponoszenia kosztów na rzecz największego kraju, a więc i najkosztowniejszego. Piętnastka, by z pewnością marzyła, by sami Polacy dostarczyli jej argumentów przeciwko przyjęciu jej, gdyby sami Polacy odmówili. Byłoby to dla nich doskonałym wytłumaczeniem, bo jedyna rzecz, która tutaj znaczy, to jest obawa przed odium moralnym, jakim byłoby utrwalenie podziału Europy i stworzenie kategorii krajów biednych w odróżnieniu od krajów zachodnich, czyniących niezwykłe postępy na skutek wspólnego rynku.

Ale PiS mówi - opóźnijmy termin zakończenia negocjacji, by wygrać jak najlepsze warunki.

Ja też tak myślałem, że to jest możliwe, ale odrzuciłem, gdy zobaczyłem, że wszyscy inni nie solidaryzują się z nami. Gdyby można było zdobyć w tym punkcie solidarność innych kandydatów to tak, ale oni odmawiają. Na końcu przyjmą takie warunki, jakie tego dnia im zaproponują.

W niedzielę premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej, czyli Czech, Węgier, Słowacji i Polski zadeklarowali, że będziemy walczyć o dobre warunki razem, ale niedawno pamiętamy jak Węgrzy i Czesi już niejednokrotnie mówili - my nie mamy takich problemów z rolnictwem, nie będziemy czekać na Polskę. Czy to jest taka taktyczna zagrywka, że dziś mówimy tak, a w Kopenhadze powiemy inaczej.

Reklama
Reklama

Już zostało tak niewiele czasu, wydaje mi się, że jednak istnieje zrozumienie, że tylko współdziałając można zdobyć przywrócenie tych sum, których oczekiwano. Wydaje mi się, że to jest ważne, choć istnieje rozbieżność interesów, nie możemy liczyć na solidarność, gdybyśmy postanowili odroczyć sprawę. Wówczas pozostaniemy sami.

Gdy spotkaliśmy się w tym studiu tuż po pierwszej turze wyborów samorządowych, to mówił pan, że to, co pana niepokoi, to niska frekwencja, być może będzie to też oznaczać, że niska frekwencja będzie także w referendum. Czy dobry jest więc pomysł prezydenta, który chciałby, by w razie niskiej frekwencji to Zgromadzenie Narodowe zdecydowało o tym, czy wchodzimy do Unii?

Tak, stawka jest tak wielka, a stopień poinformowania tak niski, że wydaje mi się, że prezydent słusznie chce stworzyć klapę bezpieczeństwa, tylko boję się, że jeśli on przeprowadzi swoje, to frekwencja będzie jeszcze niższa.A boi się pan o niską frekwencję?

Boję się. Już sam fakt, że tylko trzydzieści kilka procent bierze udział w wyborach samorządowych, wskazuje na to, jak wielka jest indyferencja, ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że istnieje bezpośrednia zależność ich losów od losów państwa i sposobu rządzenia.

(Fragment zapisu rozmowy, PR Program 3. Tytuły i skróty - redakcja PARKIETU)

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama