Stuart Schweitzer, odpowiedzialny za globalną strategię w jednostce zajmującej się zarządzaniem aktywami - J.P. Morgan Fleming Asset Management - spodziewa się, że na koniec przyszłego roku wskaźnik Standard & Poor's znajdzie się w okolicach 1050 pkt. Oznacza to 15-proc. zwyżkę wobec obecnego poziomu wskaźnika. Jednak Carlos Asilis, jego odpowiednik w biurze maklerskim J.P. Morgan Securities, nie jest już takim optymistą i prognozuje, że na koniec 2003 r. indeks znajdzie się na poziomie 800 pkt., o ponad 100 pkt. niższym niż obecnie. Pomiędzy tymi dwoma prognozami mieszczą się przewidywania kolejnego eksperta banku Christophera Wolfe, piastującego stanowisko głównego analityka ds. rynku amerykańskiego w J.P. Morgan Private Bank, który uważa, że za rok wskaźnik będzie na podobnym poziomie, jak teraz.
Rozbieżne oceny trzech ekspertów z tego samego banku wskazują inwestorom, jak ryzykowne może być inwestowanie w akcje w nadchodzącym roku. Prawdopodobna wojna na Bliskim Wschodzie, możliwość kolejnych ataków terrorystycznych czy ewentualne kolejne skandale księgowe w firmach mogą spowodować, że w gospodarce nie nastąpi oczekiwane ożywienie. Stąd prognozy analityków zależą w największym stopniu od tego, na ile oni oceniają prawdopodobieństwo wystąpienia niekorzystnych czynników. W formułowaniu prognoz nie pomagają też zbytnio publikowane dane makroekonomiczne. Na przykład, w ubiegłym tygodniu w czwartek niepokój wzbudziła informacja o rosnącej szybciej niż się spodziewano liczbie nowych bezrobotnych w USA. Z kolei dzień później powiało optymizmem, gdy Uniwersytet Michigan poinformował o wzroście wskaźnika zaufania konsumentów, i to o więcej niż się zakładano.
J.P. Morgan nie jest jedyną instytucją z Wall Street, która publikuje rozbieżne prognozy. Podobnie jest np. w Morgan Stanley Dean Witter. Dyrektor ds. inwestycji w banku Steven Galbraith spodziewa się, że indeks S&P 500 wzrośnie w przyszłym roku do 1050 pkt. Główny analityk Morgan Stanley Investment Management Joseph McAlinden jest wprawdzie tego samego zdania, ale już np. główny ekonomista Stephen Roach spodziewa się spadków, ponieważ nie widzi oznak ożywienia w amerykańskiej gospodarce.