- Proszę o oddanie do depozytu wszystkich monet, kluczy, telefonów - mówi pracownik ochrony. Później dokładna kontrola wykrywaczem metali. W końcu magnetyczna karta trafia do czytnika. Można wejść do Wydziału Monetarnego.
- To normalna procedura, której poddawani są wszyscy bez wyjątku - wyjaśnia szef wydziału Wojciech Suchner. - No, może nie do końca - uzupełnia zastępca dyrektora Zakładu Monetarnego Tomasz Klonowski. - Premier czy prezydent skorzystaliby ze specjalnych praw. Pewnie jeszcze papież. Na tym jednak koniec wyjątków. Specyfika naszego zakładu wymaga takich zabezpieczeń. I chyba nikt się temu nie dziwi.
Serce Mennicy
Zielono-żółta, stosunkowo niewielka hala produkcyjna. Serce Mennicy. Tu bite są wszystkie polskie monety. Po lewej i prawej stronie ustawione prasy Grabnera i Schulera - niemieckie urządzenia, zgodnie zaliczane przez fachowców do najlepszych na świecie. - O, przy tym Schulerze w 1994 roku otwierał nasz nowy zakład prezydent Wałęsa - mówi Wojciech Suchner. "Prezydencka" prasa jednak nie pracuje. Natomiast na pełnych obrotach działają dwie stojące obok, podobnie jak otaczarka, w której powstaje tzw. bezpiecznik monety (niewielka wypustka wokół monetarnego krążka chroniąca pieniądz przed ścieraniem). Maszyny wyrzucają setki złocistych krążków, które następnie trafiają do automatów monetarnych. To w nich specjalne stemple - z prędkością 13 sztuk na sekundę - sprawiają, że na wypolerowanych krążkach pojawia się awers i rewers. Mamy monety. Ale jakieś dziwne, bo z... dziurką w środku.
- To nasza najnowsza produkcja w obszarze monet kolekcjonerskich - mówi dyrektor Klonowski. - Właśnie produkujemy nową dwuzłotówkę z okazji kolejnego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To będzie pierwsza w historii Polski moneta z dziurką w środku. Zostanie wprowadzona do obiegu podczas przyszłorocznego, jedenastego finału Orkiestry 12 stycznia - dodaje. Do obiegu trafi dwa i pół miliona sztuk "orkiestrowych dwuzłotówek".