Druga, a zarazem ostatnia sesja świątecznego tygodnia, była łaskawsza dla właścicieli długich pozycji. Byki mają się z czego cieszyć, jednak powinna być to radość raczej nieśmiała. Wzrost ma dość kruche podstawy i na razie nie widać poważniejszych sygnałów, które sugerowałyby jego trwalszy charakter.
Notowania rozpoczęły się tuż poniżej poziomu zamknięcia z poniedziałku. Można uznać, że ten niewielki spadek (raptem 2 pkt) był wynikiem słabej końcówki w USA. Tam, gdy my jeszcze świętowaliśmy, odbywały się już notowania, w których w ostatnich dwóch godzinach zdecydowanie przeważała podaż. Trudno zatem było oczekiwać, że nasz rynek rozpocznie od wzrostów. Szybko jednak wróciliśmy do poziomu poniedziałkowego zamknięcia. Rynek wszedł w konsolidację z niewielkim nachyleniem "w górę". To nachylenie można zawdzięczać kupującym, którzy pojawili się na TP S. To właśnie ta spółka była wczoraj najważniejsza i to jej zachowanie determinowało to, co działo się na całym rynku. Na niej dokonało się też gros obrotu z rynku kasowego (50 z 88 mln obrotu na spółkach z indeksu WIG20). Popyt na TP S sprawił, że indeks powoli rósł, pokonując spadkową linię trendu.
Gracze na rynku terminowym byli bardziej powściągliwi. Nie doszło do żadnych kluczowych sygnałów. Tu ważny jest bowiem cały rynek, a nie tylko jedna spółka. Okres świąteczny oraz fakt zbliżającego się końca roku sprawiły, że gracze zdwoili czujność i nie chcą dać się nabrać na wzrosty, których zadaniem jest tylko wyciąganie kursów przed rocznym rozliczeniem. Ruch rynku, który nie jest potwierdzony przez wzrost obrotu, jest znacznie bardziej ryzykowny, a wiemy przecież, że najważniejszą rzeczą jest obrona kapitału. Nie ma sensu wystawiać go na zbędne ryzyko.