Nowa ustawa ma dostosować obowiązujące w Polsce prawo do wymogów Unii Europejskiej. Pierwszą nowością przez nią wprowadzaną jest likwidacja pojęcia rękojmi oraz wady fabrycznej. W zamian obowiązywać będzie instytucja niezgodności produktu z umową. Umowa taka ma być zawierana między sklepem a klientem w momencie nabycia towaru. Niestety, na razie nie wiadomo, co ma być potwierdzeniem zawarcia tej umowy. Być może wystarczy do tego paragon wystawiony przez sklep. Ustawa tego nie reguluje. Natomiast kodeks cywilny mówi, że wystarczy do tego wspomniany paragon. Specjalna umowa ma być sporządzana tylko w szczególnych przypadkach, np. przy sprzedaży na raty.

Na mocy opisanego wyżej przepisu sprzedawca będzie odpowiadał przed kupującym za niezgodność towaru z umową. Można za taką niezgodność uznać np. różnicę między towarem zakupionym w sklepie a prezentowanym w reklamie. Jeżeli więc firma x reklamuje w telewizji, że proszek do prania w temperaturze 40 stopni Celsjusza wybieli wszystkie plamy, a po zakupie okaże się, że plam nie udało się sprać, klient będzie miał prawo domagać się od sprzedawcy wymiany towaru na zgodny z umową albo zwrotu pieniędzy.

Jednak wejście w życie ustawy wcale nie musi oznaczać, że konsumenci zyskają nadzwyczajne uprawnienia. Wszystko przez niejednoznaczne stwierdzenia zawarte w przepisach. Jeden z nich mówi, że klient nie będzie mógł domagać się wymiany towaru na nowy, jeżeli jego niezgodność z umową jest nieistotna. Jak stwierdzić, czy niezgodność jest istotna albo nie, na razie nikt nie wie.

Dla przedsiębiorców ważna będzie zapewne też wprowadzana przez ustawę zasada regresu odpowiedzialności. Jeżeli okaże się, że za naruszenie umowy między klientem a sklepem odpowiedzialny jest nie detalista a np. hurtownik, importer, producent itp., właściciel sklepu będzie mógł odpowiedzialność za naruszenie umowy przerzucić na przedsiębiorcę, który towar do sklepu dostarczył. - Według mnie, ta ustawa to kolejny dowód na to, że parlamentarzyści nie rozumieją prawa. Aby dostosować nasze prawodawstwo do wymogów Unii Europejskiej są w stanie przegłosować każdy idiotyczny nawet przepis. Już kilka razy spotkaliśmy się z sytuacją, gdy źle przetłumaczono ustawy unijne i następnie wprowadzono je u nas - uważa Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Jego zdaniem, najlepszym rozwiązaniem dla konsumenta jest całkowicie wolny rynek. Dzięki temu klienci sklepów sami wyeliminują te placówki, które nie są w stanie zapewnić im usług na odpowiednim poziomie. - Ta ustawa sprawi, że stracą zarówno klienci, jak i sklepy. Sądy działają w Polsce tak wolno, że niejednoznaczne przepisy w niej zawarte znacznie wydłużą bieg spraw - mówi ekspert Centrum im. Adama Smitha.