Tęsknota za inwestowaniem na zachodnich rynkach nasiliła się szczególnie w czasie "Wielkiego Marazmu", czyli konsolidacji w pierwszej połowie ubiegłego roku. Ileż to było narzekań i odgrażania się, że jak tylko będzie można, to inwestorzy przeniosą się na rynki bardziej rozwinięte, gdzie brak zmienności nie jest bolączką. Najgłośniej takie groźby było słychać wśród graczy obecnych na naszym rynku terminowym, czyli faktycznie rynku jednego kontraktu - na WIG20. Brak poważniejszej alternatywy sprawiał, że wszyscy byliśmy uzależnieni od zmian cen, które bardzo często były za małe, żeby dać spekulantom zarobić.
Rzeczywiście, różnorodność rynków sprawia, że Zachód wydaje się o wiele ciekawszym miejscem do inwestowania. Możliwość wyboru przyczynia się do tego, że można operować na rynku, który nam najbardziej odpowiada aktualną zmiennością cen, układem wykresu, dostępnością informacji lub innymi czynnikami. Za granicą jest tyle rynków, że zawsze znajdzie się taki, na którym panuje jakiś trend.
Kapitał barierą
Te szerokie możliwości oraz łatwa dostępność na pewno będą kusić niejednego rodzimego inwestora. Ale czy faktycznie teraz wszyscy ruszą zdobywać rynki zachodnie? Znając charakter przeciętnego polskiego gracza można powątpiewać. Najpoważniejszą barierą dla chętnych jest bariera finansowa. Występuje w dwóch postaciach. Po pierwsze, jest to bariera wejścia, czyli minimalnej wielkość kapitału, jaki należałoby posiadać, by spróbować swoich sił na rynkach zachodnich. Tu podstawą są wymagania brokera lub wielkość wymaganego depozytu zabezpieczającego. Po drugie, bariera mentalna związana z zajmowaną pozycją, która sprowadza się do pytania, jak szybko gracz zostanie wypchnięty z rynku.
Jak wykazują dane dotyczące uczestników polskiego rynku terminowego, większość to głównie mali gracze, którzy na inwestycje przeznaczają nie więcej niż 10 tys. zł. Określają siebie mianem daytraderów i zwykle grają "na maksa", co sprowadza się do otwierania pozycji w takiej wielkości, na jaką wystarcza aktualnie posiadana kwota pieniędzy. Niestety, z takim podejściem trudno wywróżyć świetlaną przyszłość, zwłaszcza na rynku amerykańskim.