Cena ropy naftowej znowu wczoraj wzrosła, gdy okazało się, że zapasy tego surowca w USA spadły do poziomu bliskiego 26--letniemu minimum. Jest to wynikiem trwającego już miesiąc strajku w Wenezueli, który sparaliżował dostawy z tego kraju, będącego wcześniej piątym na świecie eksporterem ropy.
Amerykański Instytut Ropy Naftowej poinformował, że w ubiegłym tygodniu zapasy w USA spadły do 277,5 mln baryłek. Spadek ten okazał się ponad trzy razy większy, niż prognozowali analitycy, a zapasy są wyższe jedynie o 5 mln baryłek od październikowych, kiedy to ich poziom był najniższy od 1976 r. To pierwszy wyraźny sygnał, że wenezuelski strajk zaczyna oddziaływać na amerykańską gospodarkę. A strajk ten może ciągnąć się jeszcze miesiącami. Na pewno zaś tyle potrwa przywrócenie pełnych mocy tamtejszemu przemysłowi petrochemicznemu.
Baryłka ropy Brent z dostawą w lutym zdrożała wczoraj po popołudniu na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie o 1,8%, do 29,17 USD.
Prawie o 1,5%, do 1583 USD za tonę, zdrożała też miedź na pierwszej w tym roku sesji na Londyńskiej Giełdzie Metali. Cena miedzi skoczyła aż o 20 USD po opublikowaniu przez ISM indeksu aktywności amerykańskiego przemysłu. Wskaźnik ten wzrósł do 54,7 pkt., podczas gdy analitycy spodziewali się wzrostu jedynie do 50,3. Tak znaczna zwyżka świadczy bowiem o zwiększeniu produkcji przez amerykańskie fabryki, co może zwiastować wzrost popytu na miedź.
Złoto w mniejszym stopniu, ale też wczoraj zdrożało. Na popołudniowym fixingu w Londynie jego uncja kosztowała 343,8 USD, a więc o 0,3% więcej niż na ostatnim notowaniu ub.r. Cena złota jest wrażliwa na geopolityczne napięcie, a to utrzymuje się zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Inwestycjom w złoto sprzyja też niski kurs dolara wobec innych walut.