To był bardzo pasjonujący tydzień giełdowy i jeżeli taki będzie cały rok 2003, to na brak wrażeń nikt nie będzie mógł narzekać. Sytuacja na rynku zmieniała się jak w kalejdoskopie. Swoje chwile chwały przeżywały raz byki, raz niedźwiedzie.
Ostatnie wzrosty bardzo przypominają "złe czasy", kiedy z braku większych środków po dwóch, trzech sesjach dużego wzrostu na rynku następowała dystrybucja akcji, a w konsekwencji ich spadek do poziomów sprzed zwyżki. Mimo że długoterminowo jestem optymistą, to druga sesja Nowego Roku, kiedy akcje poszybowały mocno w górę, nie zachwyciła mnie i podała w wątpliwość trwałość tej zwyżki (zdecydowanie jestem zwolennikiem małych, ale stabilnych wzrostów). Dla pesymistów do pełni szczęścia brakuje jedynie wysokich obrotów przy poziomie WIG20 - 1220 pkt., aby w stu procentach być przekonanym, iż byliśmy świadkami dystrybucji.
W piątek sytuacja się ustabilizowała, rynek nie był pewny, w którym kierunku dalej podążyć. Jedno natomiast jest pewne - w minionym tygodniu starły się na rynku dwie duże opcje (pesymistów i optymistów) i żadna z nich nie uzyskała wyraźnej przewagi.
W bieżącym tygodniu spodziewam się korekty przynajmniej na dwóch pierwszych sesjach, ale nie sądzę, by poziom około 1180 pkt. na WIG20 został przebity. W świetle złych danych z gospodarki USA korekta wydaje się bardzo prawdopodobna, a po niej powinien nastąpić atak na opór przy 1250 pkt., który musi wreszcie "pęknąć". Dlatego wydaje mi się, że jeżeli korekta wystąpi, to warto wykorzystać ją do uzupełnienia portfeli akcyjnych. Prawdopodobieństwo spadku w pierwszym kwartale jest niewielkie, mimo groźby wybuchu wojny w Iraku. Przeciwnie, wybuch wojny stanie się pretekstem do utrwalenia wzrostów.
Zwróć uwagę: